BLW a zakrztuszenia czyli BLW vs BLISS

Zakrztuszenie i obawa przed niedoborami kalorycznymi w diecie to najczęstsze obawy specjalistów związane ze stosowaniem BLW.

Krztuszenie to też bardzo częsta obawa wśród rodziców, szczególnie zanim mają oni szansę zobaczyć dziecko „w akcji” samodzielnego jedzenia. 

Zakrztuszenia, mimo że się zdarzają, nie są aż tak straszne jak by się mogło wydawać. Bo u niemowlaka „krztuszenie” to nie jest dławienie zagrażające życiu, tylko odruch wymiotny, który wraz z rozwojem dziecka dosyć szybko wycofuje się do tylnej części jamy ustnej. Zwykle maluch dosyć szybko uczy się zjadać produkty o konsystencji stałej, pod warunkiem, że ma okazje żeby to ćwiczyć.

O tym dlaczego jedzenie kawałków jest korzystne dla każdego dziecka możecie przeczytać też TUTAJ.
O zakrztuszeniach świetnie napisała też Nebule

Jedno z najświeższych badań, opublikowane we wrześniu 2015 roku* dotyczy zmodyfikowanej wersji BLW, która została nazwana BLISS (Baby-Led Introduction to SolidS). Modyfikacja została opracowana przez autorki badania we współpracy z pediatrą i logopedą.

Modyfikacje miały na celu ograniczenie ryzyka zakrztuszenia oraz niedostatecznego dostarczenia energii i żelaza w produktach uzupełniających dietę. Badanie miało charakter pilotażowy, co oznacza że zostało przeprowadzone na małej grupie badawczej (w sumie 23 dzieci). Dalszym etapem będzie badanie prowadzone na dużo większej grupie.

Główne założenia modyfikacji BLISS to:

  • proponuj dziecku produkty do samodzielnego jedzenia (np. według zasad BLW),
  • w każdym posiłku proponuj przynajmniej jeden produkt o wysokiej zawartości żelaza,
  • w każdym posiłku proponuj przynajmniej jeden produkt o wysokiej wartości energetycznej,
  • proponuj produkty, które są dostosowane do umiejętności rozwojowych dziecka, aby ograniczyć ryzyko krztuszenia i unikaj podawania produktów, które stwarzają potencjalnie wyższe ryzyko zakrztuszenia (znajdują się na liście)

Uczestnicy badania należący do grupy BLISS otrzymali wskazówki, w tym trzy listy produktów:

1. Produkty bogate w żelazo – wołowina, kurczak, ryby, szynka, jagnięcina, bekon, wątróbka, kiełbaski, wieprzowina, salami, kleik ryżowy wzbogacany żelazem (od którego tradycyjnie rozpoczyna się rozszerzanie diety, jak widać nie tylko w Polsce), fasola, soczewica, hummus, ciecierzyca (w innej formie niż hummus).

2. Produkty o wysokiej wartości energetycznej – na tej liście znalazła się większość produktów spożywczych, OPRÓCZ większości owoców i warzyw, chrupków ryżowych i przejrzystych zup. Za wysokoenergetyczne owoce i warzywa uznano tylko: awokado i banany, dynie, ziemniaki i słodkie ziemniaki.

3. Produkty o podwyższonym ryzyku zakrztuszenia – surowe warzywa (np. marchewka, seler, liście sałaty), surowe jabłko (wymieniane jako powód zakrztuszeń w niemal KAŻDYM badaniu dotyczącym BLW!), chrupki różnego rodzaju (np ryżowe, ziemniaczane, kukurydziane), orzechy w całości, drobne suszone owoce, wiśnie, winogrona, borówki, pomidorki cherry, groszek i kukurydza, twarde cukierki, parówki i inne podobne wędliny, inne małe i twarde produkty które trudno rozgnieść dociskając językiem do podniebienia.

boss-fight-stock-images-photos-free-cashew-nuts

Co się okazało?

Rodziny stosujące BLISS tak samo często jak grupa BLW jadały wspólne posiłki, dzieci tak samo często miały okazję jeść samodzielnie i tak samo często próbowały dań z rodzinnego stołu. A więc nie było różnic w samej metodzie rozszerzania diety i obie metody opierały się na pozostawieniu przebiegu tego procesu w rękach dziecka.

Nie zaobserwowano różnic pomiędzy poziomem spożycia żelaza i energii z produktów uzupełniających w dwóch grupach.

Rodzice z grupy BLISS proponowali jednak więcej mięsa i bardziej zróżnicowane produkty (zarówno bogate w żelazo jak i te o wysokiej wartości energetycznej).
Ja podejrzewam, że łatwiej było wybrać produkty dla dziecka mając przykładową listę niż kombinując w głowie i stąd może wynikać to większe zróżnicowanie..ale to moje podejrzenie a nie wynik sugerowany przez autorki.

No dobrze, a co z krztuszeniem? Czy BLW oznacza częstsze zakrztuszenia?

W obu grupach zaobserwowano podobną liczbę przypadków krztuszenia się dziecka (w sumie odnotowano 3 takie sytuacje) i w żadnym przypadku nie była potrzebna pomoc lekarska. Produkty winne zakrztuszeniom to (znowu) surowe jabłko i winogrona.
Zaobserwowano jednak, że w grupie BLISS dzieci rzadziej dostawały produkty potencjalnie zwiększające ryzyko zakrztuszenia.

Jaką wiedzę nam to daje?

Celem tego badania było przetestowanie modyfikacji metody BLW, która była by możliwa do stosowania i akceptowana przez większą grupę rodziców ale też przez profesjonalistów. W moim odczuciu nie ma tutaj dużej różnicy a o ostrożnym wybieraniu proponowanych produktów jest mowa również w książkach Gill Rapley (Bobas Lubi Wybór, Po Prostu Piersią). Autorki badania podsumowują, że interwencja BLISS pozwala ograniczyć podawanie niemowlętom produktów stwarzających ryzyko zakrztuszenia.

Moim zdaniem jeżeli jest metoda na to, żeby zachęcić rodziców i profesjonalistów (może nawet bardziej tych drugich) do częstszego pozwalania maluchom na samodzielne jedzenie, to warto o tym mówić. Czekam na wyniki większego badania i mam nadzieję, że potwierdzą wynik tego pilotażu.

kaboompics.com_Two apples on the board

jabłka: www.kaboompics.com

* Cameron SL, Taylor RW, Heath AL2015: Development and pilot testing of Baby-Led Introduction to SolidS – a version of Baby-Led Weaning modified to address concerns about iron deficiency, growth faltering and choking. BMC Pediatr. 2015 Aug 26;15(1):99. doi: 10.1186/s12887-015-0422-8

Przeczytaj też

20 komentarzy

  1. Świetne! Niezwykłe ułatwienie dla rodziców.
    Rodzice mają przewodnik, co można, co nie można, a specjaliści dostają informację, że prowadzone są badania na świecie, więc może to nie takie widzimisię szalonych rodziców.
    A wracając do kwestii zakrztuszeń – cieszę się, że na liście niepolecanych produktów są wszystkie drobne typu kukurydza. Potwierdza to moje rozmyślania logopedyczno-rodzicielskie, że taką drobnicę łatwo zaaspirować. Tymczasem bardzo dużo rodziców myśli, że takie małe, to nie trzeba gryźć (czyt. żuć), to się nie zakrztusi. Trzeba uświadamiać błąd takiego myślenia!

    1. Dla mnie super ciekawe jest to, że jak już dziecko nabiera wprawy w samodzielnym jedzeniu i umie chwycić w dwa paluszki mały kawałek (albo groszek czy ziarenko kukurydzy) to zwykle oznacza, że poradzi sobie też ze zjedzeniem właśnie takiej drobnicy a więc umie już żuć i połknąć te małe kawałeczki 🙂

  2. Byłam w ciąży gdy pierwszy raz zobaczyłam 9-o miesięcznego chrześniaka mojego męża zajadającego warzywa w całości. byłam przerażona, mój mąż zachwycony. Nie miałam wyjścia 😉 i musiałam wczytać się w temat BLW. Poczytałam trochę na ten temat i byłam zachwycona bardziej niż mój mąż. Z dużymi obawami (mimo wszystko) zastosowaliśmy metodę BLW w żywieniu naszego synka i absolutnie tego nie żałuję. Mój syn ma dziś 16 miesięcy. W ciągu tych 10 miesięcy gdy rozpoczął przygodę z BLW, krztusił się kilka razy, w tym z 3 razy tak że serce do gardła mi poskoczyło. Ale podejrzewam, że dzieci karmione łyżeczką i papką statystycznie tak samo często się krztuszą – sama byłam czasami świadkiem u znajomych dzieci. dziś w sumie zakrztuszenia mu się nie zdarzają. Poza tym jedzenie z naszym synkiem to duża przyjemność, i radość z obserwowania jakie robi postępy 🙂 Muszę przyznać, że miałam obawy co do tego czy dobrze jest odżywiony. Zrobiłam więc po prostu podstawowe badanie krwi mojego synka, które mnie uspokoiły i już o tym nie myślę 🙂 Polecam metodę BLW 🙂

  3. Ciekawe badanie, widać, że BLW jest coraz popularniejsze, bo można już poczytać i badania naukowe i nawet w oficjalnych zaleceniach coś wspomną. Chętnie poczytam więcej naukowych doniesień na ten temat 🙂

  4. Moja córa, karmiona poprzez BLW, zadławiła się pierwszy raz naprawdę poważnie, doprowadzając mnie do łez, w wieku 14 miesięcy, kiedy to jej umiejetnośc jedzenia była przecież bardzo dobrze rozwinięta. Zawiniło surowe jabłko, bardzo kruche. A w początkach samodzielnego jedzenia wrogiem nr 1 była gotowana marchewka, zawsze było coś nie tak przy próbach konsumpcji. A hitem były brokuły, kaszamanna ugotowana na sztywno z sosem owocowym i oblizywanie kostek kurczaka – mięso rządzi do dziś:)

  5. Ja wymyśliłam jak na razie własną metodę;) proponuje dziecku zawsze 2 rodzaje pokarmów- w kawałku i papkę. Jedne produkty córka woli w kawałku, drugie jako papkę- jej wybór. Nie jest to do końca BLW ani BLISS, bo jeżeli widzę, że chętnie je a np. dynia jej się rozpada w rączce i wypada zanim dotrze do buzi to je pomagam trochę. Papki jemy na 2 łyżeczki- trochę córka je sama, a trochę ją karmię jeżeli ona tego chce. To jest taki mój kompromis pomiędzy BLW a tradycyjnym karmieniem łyżeczką. Najbardziej o zakrztuszenie martwi się moja mama- jak na razie córka częściej krztusiła się mlekiem niż nowymi pokarmami.
    A czy jeżeli jabłko surowe jest „zagrożeniem” to czy można je np ugotować na parze i podać dziecku do rączki?

    1. Ooo,my też z mężem takie coś stosujemy, bo on się nie chciał zgodzic na czyste blw,a ja na papki:-) taki piękny kompromis:-)

  6. Z punktu 2 Produkty o wysokiej wartości energetyczne, wynika ze większość warzyw i owoców nie ma wartości energetycznych. Może to niektórych zniechęcić do ich podawania, a chyba nie powinno tak być bo warzywa i owoce mają dużo innych zalet i powinny byc podawane 🙂 ?
    Mam również pytanie jak powyższy artyków punkt 1 by podawać przeróżne rodzaje produktów mięsnych ma się do tego by małym dzieciom mięso podawac 2 razy w tygodniu na przemian z rybą? 🙂 Soczewicy, ciecierzycy i fasoli nie powinno podwac sie niemowlakom. Czy to znaczy ze mam szukac innych produktów o wysokiej zawartości żelaza?
    Z góry dziękuję za odpowiedź

  7. Według mnie sensowna ta modyfikacja, bo uczula na kwestie, które mogą być problematyczne w BLW, tj. krztuszenie się i dostarczenie odpowiedniej ilości żelaza. Mój synek, choć świetnie sobie radzi z samodzielnym jedzeniem różnego rodzaju pokarmów, w wieku 8,5 miesiąca nabawił się niedoboru żelaza. Bardzo wybiórczo podchodził do tego, co mu proponowałam, a może w takim wypadku powinnam była częściej (jeszcze częściej?) proponować mu produkty o wysokiej zawartości żelaza niż to robiłam. Przy czym tak naprawdę jest na to mało czasu, bo przez pierwsze 2-3 tyg podawałam tylko warzywa i owoce, ewentualnie jakieś kaszki na gęsto, a dopiero potem próbowaliśmy z innymi pokarmami, w tym rybą, mięsem, jajem itd i tak zrobił się 8-my miesiąc i już żelaza zabrakło 🙁

    1. Mamita, ja też myślę że to sensowna modyfikacja 🙂
      Co do żelaza, jego niedobory nie wynikają tylko ze sposobu rozszerzania diety, bardzo duży wpływ na to ma też np poziom żelaza u mamy w ciąży, czas odcięcia pępowiny po porodzie (czy przestała tętnić i krew z łożyska przepłynęła do dziecka?), podawanie pokarmów uzupełniających bogatych w żelazo jest ważne, ale nie jest to jedyny czynnik który decyduje o tym czy dziecko będzie mieć anemię.

      1. Hmm żelazo miałam kontrolowane w ciąży i było w normie, a co do pępowiny nie wiem, bo niestety mój poród zakończył się cesarką 🙁 Nie wiem jak wtedy postępują z pępowiną. Ale dziękuję za wyjaśnienie! Już się czuję mniej winna 😉

  8. Właśnie widzę zdjęcia z początków rozszerzenia diety u dziecka koleżanki. Surowe jabłko na półleżąco….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *