Karmię piersią i … JESTEM! (konkurs)

Jesteś mamą, która mimo karmienia piersią wróciła do pracy, założyła firmę, uczy się, szkoli..?

Być może wiecie o tym, że jednym z częściej wymienianych powodów do zakończenia karmienia piersią jest powrót do pracy. Wiecie?

Słyszę bardzo często na warsztatach czy w rozmowach z innymi mamami, że myślą o tym jak wyjść z domu skoro karmią dziecko piersią. Planują powrót do pracy, martwią się tym co i ile będzie maluch jadł.

Nie dziwię się, bo przechodziłam podobne rozterki. Udało mi się nie tylko utrzymać karmienie mimo powrotu do pracy, ale w ogóle byłam aktywna właściwie niezależnie od karmienia piersią. Studiowałam, później pracowałam, nawet zdarzało nam się wyjść na imprezkę (chociaż to dopiero przy starszym ssaku). Oczywiście nie byłam aż tak aktywna jak teraz, gdy nie muszę wszędzie zabierać laktatora albo wracać do domu z bólem pełnych piersi, ale jednak wiem że praca i inne aktywności nie muszą wykluczać karmienia piersią.

Nie wiem skąd bierze się takie przekonanie, że dziecko przy piersi oznacza siedzenie w domu i wyklucza życie pozapieluchowocyckowe.

Myślę, że w kwestii karmienia piersią wiele zależy od tego jaką mamy perspektywę i jakie przypadki znamy ze swojego otoczenia. Czy Twoje znajome łączyły karmienie piersią i pracę? Czy długie karmienie piersią to 9 miesięcy czy 1,5 roku czy może 3 lata? itd.
Postanowiłyśmy razem z Pau Elegancką z 5Razones nie tylko podzielić się z Wami naszymi laktacyjnymi doświadczeniami aktywnych matek, ale też chciałybyśmy usłyszeć Wasze historie a na koniec mamy dla Was konkurs 🙂

Moje doświadczenie z karmieniem i aktywnością zaczęła się kiedy mój starszy syn miał pół roku. Zaczęłam wtedy moje drugie studia ale to dokładnie te które zawsze miałam w planach (żywienie człowieka oczywiście). Studiowała zaocznie, na początku mój partner przywoził mi młodego na karmienia a później liczba karmień zmniejszyła się na tyle, że nie było to potrzebne. Do pracy wracałam na małą część etatu gdy synek miał 13 miesięcy ale nasze karmienie trwało w sumie 1,5 roku więc całość była raczej na spokojnie.

Młodszego urodziłam będąc na ostatnim roku studiów, miałam szczęście bo opuściłam tylko jeden zjazd (akurat zaczął się poród, rozumiecie..). A później była przerwa świąteczna więc na kolejny zjazd poszłam już pięć tygodni po porodzie. Byłam zmęczona, w połogu i na pewno nie super wyspana ale dzięki wsparciu taty moich synków mogłam pójść na kolejny zjazd w szkole.
Później była sesja, część zajęć skończyło się wcześniej, więc daliśmy radę. Ostatni semestr nie był łatwy, przerwy spędzałam z laktatorem w toalecie bo moja uczelnia nie ma pokoju dla młodych mam, ale udało mi się skończyć studia w terminie. Pisanie pracy trwało nieco dłużej ale to już była kombinacja różnych czynników zależnych też od mojej promotor.

Kiedy młodszy synek miał 10 miesięcy ja podjęłam pracę na cały etat, oczywiście korzystając z przerwy na karmienie. Młodszy miał więcej swobody w piciu z piersi jadł naprawdę na żądanie więc w dziesiątym miesiącu ciągle mleko było znaczącą częścią jego diety. Ja ściągałam mleko rano i wieczorem a często też w czasie pracy. Praca obejmowała służbowe wyjazdy więc mam też doświadczenie robienia zapasów mleka do zamrażarki, regularnego odciągania mleka i nadrabiania rozstań długimi cyckowymi maratonami kiedy byłam w domu.

Potem było łatwiej, bo pracowałam już na pół etatu, skończyłam jeszcze studia magisterskie (tym razem dzienne) a rok temu założyłam firmę. Synu miał różne natężenia picia z piersi, więc bywało raz łatwiej raz trudniej ale zawsze udawało się nam „dogadać”. W międzyczasie była też praca doulowa, później Kwartalnik Laktacyjny, Fundacja. Wszystko to nie przeszkodziło nam w kontynuowania karmienia do końca trzeciego roku życia synka. Z czasem coraz mniej intensywnego ale jednak trwającego tak długo.

A jaka jest historia Pau?

Pau jest mamą-blogerką (5razones), hobbistycznie tancerką flamenco. Matką Smoków: 2 letniego Franciszka, spodziewając się drugiego smoczego rzezimieszka.

Pau mówi tak: „Kiedy mój synek miał 3 miesiące, z radością powróciłam do swojej długoletniej pasji, jaką jest flamenco. Zajęcia odbywały się wieczorową porą, jakoś tak zawsze w porze usypiania lub spania synka. Także po całej procedurze tulenia, cycolenia i usypiania gnałam w swój taneczny świat, męża zostawiając z flachą wcześniej odciągnięta mleka na posterunku. Po zajęciach naładowana muzyką i endorfinami gnałam do moich chłopaków. W ten sam zorganizowany sposób udało mi się wziąć udział także w kilku cało-weekendowych warsztatach flamenco, w przerwach których mąż „dostarczał” syna na karmienie, albo miał flachę z moim pokarmem w razie niespodziewanego alarmu głodowego.

No i ciekawe jesteśmy obie, jak u Was było? Jaka jest Wasza historia? Podzielcie się Waszym doświadczeniem karmienia i aktywności pozamacierzyńskiej. Wiemy, że to możliwe!

Zapraszając Was do konkursu: Karmię i… JESTEM! chciałybyśmy wspólnymi siłami, naszymi i waszymi, odczarować mit, obalić legendy, że karmiąca piersią mama, to ta uziemiona w domu, która musi na czas karmienia zapomnieć o swoich sprawach, planach, pasjach i marzeniach.

Czekamy na Wasze opowieści, rozwijające myśl Karmię i… JESTEM! w których opiszecie nam, jak udało Wam się połączyć opiekę nad dzieckiem, karmienie piersią z aktywnością hobbistyczną (fitness, góry, taniec, rower) i zawodową (praca, studia, kursy, warsztaty, szkolenia), realizacją pasji, planów, marzeń.

Na Wasze odpowiedzi czekamy tutaj na blogu, w komentarzach pod tym postem. Jedyne ograniczenie to liczba znaków 🙂 – komentarz powinien zawierać maksymalnie 2500 znaków (ze spacjami włącznie).

Konkurs trwa od godziny 00:01 dnia 3 lutego 2016 r. do godziny 23:59 dnia 14 lutego 2016 r.

Ogłoszenie wyników Konkursu nastąpi do 17 lutego 2016 r. w kolejnym wpisie
Wśród wszystkich zgłoszonych do konkursu odpowiedzi, wybierzemy 3 zwycięzców.

Wyniki zostaną ogłoszone na moim blogu.

Nagrody: 3 koszulki #Breastfeeding Area z kolekcji 5razones by Elegancki Smok

5H4A5222

 

 

Regulamin konkursu dostępny tutaj: regulamin-konkursu-karmię-i-jestem

Przeczytaj też

27 komentarzy

  1. Karmię pierwsze dziecko prawie 20 miesięcy.Do mojego hobby czyli jeździectwa wróciłam jak miał niecałe trzy. Najpierw zostawiałam tacie odciągnięte mleko, później Hrabia odmówił picia z butelki, akceptował tylko oryginalne opakowanie. Tak więc robiliśmy wszystko razem, kino, zajęcia fitness itp. Do sędziowania zawodów jeździeckich wróciłam jak miał 10 miesięcy. Dzięki wsparciu i dobrym chęciom taty, który bawił i lulał Hrabiego podczas mojej pracy oraz moim współpracownikom, którzy zastępowali mnie jak młody zgłodniał. Do pracy zawodowej wróciłam jak miał 14 miesięcy. Na pół etatu, ale czasem nie było mnie cały dzień i Hrabia jadł dorosłe jedzonko, a jak tylko pojawiałam się w drzwiach to słodko prosił o ‚cycy’ i nadrabiał brak mleka i mamy. Co ciekawe, nasze mamy karmiły nas obydwoje po około roku, ale obie były mocno zdziwione, że będę pracować i karmić. Zainspirowała mnie koleżanka, która wróciła do pracy i powiedziała, że po prostu karmi jak jest z synkiem. Postanowiłam zrobić to samo i udało się. Oczywiście tak można zrobić przy dziecku około roku, ale dla chcącego nie ma przeszkód. PS Zaznaczam, że Hrabia jest ssakiem bezwzględnym i absolutnym. Mleko musi być wyłącznie z cycy, kotlety też popija mlekiem, nigdy nie wziął do ust sztucznego. Pozdrowienia dla wszystkich mam kp, szczególnie tych pracujących. Karmcie, tak po prostu..

    1. Witam wszystkie Panie ! Mój synek przyszedł na świat miesiąc po obronie pracy licencjackiej. Przez całą ciążę wspólnie chodziliśmy na wykłady ,ćwiczenia i egzaminy.Koleżanki nie raz żartowaly że mam łatwiej bo mały podpowiada mi gdy czegoś nie wiem..:P gdy synek pojawił się na świecie bardzo chciałam karmić piersią ale również kontynuować studia na poziomie magisterskim. DLA CHCACEGO NIC TRUDNEGO. Wyposażyłam się w dobry elektryczny laktator ,turystyczny czajnik elektryczny , lodówko-torbę, dużżży kubek oraz ogromne ilości torebek do mrożenia pokarmu.Pamiętajcie ! To zestaw niezbędny by zacząć/kontynuować studia i karmić 😉 Tak więc z tym zestawem ruszyłam na uczelnię.W przerwie siadałam sobie w ostatnim rzędzie i za zgodą moich przewspaniałych koleżanek odpalałam maszynę, ściągałam mleko, pakowałam, układałam w lodówce, wszystko zwieńczałam dokładnym umyciem sprzętu i wyparzeniem części (po to był potrzebny czajnik i kubek). I tak do kolejnej przerwy. Nie powiem że było lekko. Gdy zaczynałam synek miał dopiero dwa miesiące. Z czasem nie musiałam już dokonywać całego rytułału co przerwę.Laktacja ustabilizowała się na tyle że robię to teraz zazwyczaj tylko raz lub dwa razy każdego dnia weekendowego zjazdu.Teraz synek ma już pół roku, ja skończyłam pierwszy semestr. Wiem że nic nie jest w stanie przeszkodzić mi w karmieniu piersią. I że mogę spełniać swoje plany i marzenia w zgodzie z laktacją. Pozdrowienia dla wszystkich !

    2. Ale trafiłam:) Moja Kalina ma 3 miesiące i dziś pierwszy raz została beze mnie na 9 godzin. Jutro czeka ją powtórka z dziś. Mama się uczy! Jestem fizjoterapeutą- to zawód wymagający nieustannego kształcenia. Jeśli się nie uczysz- cofasz się, a to rzutuje na pacjentów. Tym razem kurs z rehabilitacji sportowej. Do pierwszego pacjenta wrociłam po miesiącu. Zaraz później do jogi bo byłam obolała od pozycji do kramienia. Po 2 miesiącach wrociłam do prowadzenia fitnessu. 2 h w tygodniu- dobre i dla mnie. A dziś ten kurs i odciąganie ręczne w kibelku:/ Kala była dzielna. Mama tęskskniła:)Ale byłam spokojna bo miałam wsparcie męża,teściów. Jutro pomaga moja dzielna mama ,która wczoraj pochowała męża- mojego tatę. Życie toczy się dalej, pokolenia wymieniają. Dzieci to najwyższa wartość, a mleko mamy rządzi. Nie ma nic lepszego!

  2. Karmie piersią dopiero lub aż 11 miesięcy. Realizuje się jako mama ale nie zamknięta w domu i kuchni ale aktywnie uczestnicząca w życiu 🙂 w miedzy czasie zrobiłam kurs szycia na maszynie, nie musiałam dziecka zostawiać w domu, zabrałam go ze sobą :)weekendowo jestem instruktorem i moi chłopcy zostają sami. mamy super czasy ze mnóstwo miejsc jest przystosowanych do mam z dziećmi. Co tydzień chodzę do kina na film a przed sensem zawsze są mini warsztaty dla mam. Większość kin ma opcje „mama w kinie” jest przewijak, zabawki, przyciszony dźwięk. Realizuje się i ciesze z życia z dzieckiem u boku a jak mam potrzebę wieczorem wyskoczyć do knajpki z przyjaciółkami to mąż zostaje z synkiem i tez sobie radzą 🙂

  3. Wróciłam do pracy, gdy Ig, Jego Królewska Mość, miał 4,5 miesiąca. Początkowo odciągałam rano, gdy spał (wiadomo, że z tatusiem spi się dłużej… ) i pędziłam do pracy. Każde „okienko” – ssaku przybywał w rydwanie i jadł. Zamrażarka pekała w szwach. Rozważalismy nabycie przemysłowej 😉 Po pracy pedziłam z przepełnionym biustonoszem i cieknącymi wkładkami i/lub pojemnikiem napełnionym po brzegi. Rósł, poznawał, eksplorował, a karmienia zrobiły się dwa. poranne i wieczorne. Wtedy to juz w ogóle jest bajka 😉 Polecam. warto. Można. Jest super! Najwazniejsze to chcieć, nie bać sić i CYC DO PRZODU!

  4. Zanim jeszcze zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem to zaczęłam studia magisterskie w Łodzi, a mieszkam w UK. Zjazdy były tylko 2-3 na semestr, a reszta online. Zaszłam w ciążę i oposcilam tylko 2 zjazdy pod koniec ciąży. Wtedy zbierałam materiały do pracy, ale za wiele nie pisałam. W czerwcu urodziłam, karmiłam, a od lipca zabrałam się za konkretne pisanie…mąż w pracy, babcie daleko w Polsce. Pisałam jak tylko mała spała, oczywiście miała dni kiedy chciała być na cycu cały dzień lub spać na mnie więc wtedy nie mogłam za wiele zrobić. Były też problemy z nawałem mleka, zablokowanymi kanalikami. Udało się napisać pracę do końca sierpnia. Wtedy też pojechaliśmy z mężem, 2 miesięcznym dzieckiem i znajomymi na długi weekend do Walii. 5 godzin w samochodzie, karmienie na postoju, pod koniec już była niespokojna, ale dotarliśmy, a ja mogłam trochę zmienić otoczenie, pospacerować nad morzem itp. Kocham podróże, wycieczki, góry, morze i zawsze byłam aktywna, karmienie i w ogóle małe dzieci oczywiście trochę ograniczają moja aktywność bo na razie nie wejdę na Mont Blanc tak jak marzę, ale nie oznacza to, że całkowicie zrezygnuje ze wszystkiego. Z dziećmi i karmiąc też można! Jak córka miała 4 miesiące polecielismy do Polski, przylot późno w nocy, karmienie kilka razy, rano obrona, mąż za drzwiami z małą i udało się 🙂 Potem kolejna podróż
    ..6 godzin do teściów. Od tego czasu byliśmy z dzieckiem już kilka razy w Polsce, raz w Grecji, kilka razy na wypadach w Lake District, Walii i w wielu lokalnych miejscach. Karmienie w samolocie, w pociągu, w samochodzie i generalnie w podróży nie zawsze jest łatwe, ale nam się udało przez 2 lata karmić, obronić pracę magisterską i być aktywnym. Teraz jest drugi dzidziuś, też na piersi i juz się jeden wyjazd udał 🙂 Dodam jeszcze, że przed urodzeniem drugiego dziecka pracowałam z domu jako tłumacz, oczywiście na tyle ile opieka nad dzieckiem mi pozwalała 🙂

  5. Jestem znowu mamą karmiącą od 7 miesięcy 🙂 i bardzo dobrze mi z tym 🙂 Nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Kocham mojego synka i chce mu dać to co dla niego najlepsze. No i po prostu lubimy to ! Moja pierwsza przygoda z karmieniem zaczęła się 3,5 roku temu, gdy na świat przyszedł pierwszy syn. Już w ciąży postanowiłam, że choćby nie wiem co nas spotkało, będę karmić naturalnie jak najdłużej. Początki nie były łatwe, miałam nawet chwile zalamania i zwątpienia. Nie miałam wsparcia laktacyjnego ze strony personelu w szpitalu, a potem w rodzinie. Wszyscy doradzali, aby podać butelkę, bo dziecko płacze i na pewno jest głodne. Jedyną osobą, która pomogła nam to przetrwać był mój mąż. Nie poddałam się presji, karmiłam cały czas, a przyczyną płaczu jak się okazało później były kolki. Pawełek rósł, a karmienie było dla nas cudownym rytuałem. Gdy skończył 15 miesięcy dostałam propozycję nowej pracy. Wymagało to wielkiego zaangażowania, wysiłku i zorganizowania. Praca w sprzedaży na kierowniczym stanowisku więc całe dnie spędzone poza domem. Na początku w przerwach w pracy ściągałam pokarm. Po kilku tygodniach już nie musiałam, bo naszymi porami karmienia były poranki oraz wieczory. I tak nasza mleczna przygoda trwała 26 miesięcy. Gdy urodził się drugi syn karmienie piersią było sprawą oczywistą 🙂 Po 3 miesiącach wróciłam zaocznie na ostatni rok studiów. Wymaga to dużego zorganizowania ponieważ dojeżdżam 70km na uczelnię. W przerwach ściągam pokarm elektrycznym laktatorem. Niestety musze to robić w toalecie bo uczelnia nie udostepnia miejsca dla mam karmiących. Podczas mojej nieobecności Kuba dostaje odciągniete mleko z butelki. Udaje mi się wyjść oprócz uczelni na zakupy, spotkanie czy zajecia zumby kilka razy w tygodniu. W tym czasie wieczorami Kuba zostaje z tatą. Chce karmić syna tak długo jak bedzie tego potrzebował. Jestem szczęśliwa i dumna z tego, że jestem mamą karmiącą 🙂

  6. Karmię moja cycoholiczkę już 18 miesięcy. Pracuję od 4 miesięcy, wszyscy mocno się dziwili, że jeszcze karmie, i nie zamierzam przestać. Kiedy tylko ktoś dowiedział się, że wracam do pracy pytał : „A co z karmieniem? Wprowadzisz mieszankę? Będziesz odciągać? itp”. Ze stoickim spokojem powtarzałam, że przecież nie zostawiam niemowlaka, tylko prawie dorosłą pannę, która w czasie mojej pracy zje śniadanie, obiad i podwieczorek, a pierś bez ograniczeń dostanie po moim powrocie. Zdziwienie i niedowierzanie, że wytrwam były wyraźnie widoczne na twarzach innych. Na przekór wszystkim udaje nam się karmić mimo mojej 11 godzinnej nieobecności 🙂 i wcale nie zamierzamy przestać 🙂 Piersi też nie ucierpiały, mleko nie zniknęło, jak sugerowały co mądrzejsi. Także ogłaszam wszem i wobec, że wszystko się da 🙂 trzeba tylko chcieć.

  7. Brrr zimno. Kolorowe liście z drzew spadają, jest tak uroczo. Tak sentymentalnie. Mam ciszę ,spokój i małe serduszko bijące głośno. Lezy obok mnie i wpatruje się na wpół otwartymi oczętami. Niebieskie jak błękit nieba . Nagleprzebiega mnie dreszcz. Brrr zimno. Ale to nie powód żeby nie wyjśc na spacer. Ba! Wręcz przeciwnie,to powód żeby wyjść! Więc ubieramy się ciepło,cebulka to mojej córci drugie imię. A ja,no własnie tu pojawia się odwieczny problem. Od kiedy karmię piersią podwójny odwieczny problem. Bo jak ubrac się zarazem ciepło, schludnie,wyjściowo a na dodatek z możliwością nakarmienia dziecka. Moje ukochane golfy przezimują w szafie. Po krótkiej walce z wózkiem wychodzimy. Od razu w moje nozdrza wpada świeże powietrze,rozchodzi się po płucach. Słońce chowające się za rude liście przyjemnie otula świat. Jest cudownie. Idziemy pobliskim laskiem. Szum liści,śpiew ptaków i wybioje kołysza do snu moje maleństwo. Nagle córka zaczyna płakać. Głośny krzyk rozlega się na okolicę ,echem niesie po lesie. Zwierzęta uciekają w popłochu,a ja w duszy myślę,nie tylko nie TO!Tylko nie bądź głodna,nie teraz ,nie 2 kilometry od domu.W nadziei sprawdzam pieluszkę…sucho…przytulam i nic. No dobra. Ścielę matę na ściółce,uschłe liście szeleszcza pod tyłkiem.Rozsiadam się wygodnie. Przytulam córcię. Rozchylam płaszcz, bluzę, wyjmuję moją”naturalną butelkę”…brrr zimno,ale tylko przez chwilkę. Po chwili czuję jak ciepłe mleczko leci wprost do dzióbka mojej ptaszynki.W pierś robi mi się ciepło. Podnosze oczy i widze jak drzewa tańczą. Ptaki znów wyśpiewuja swoje arie,jakby na cześc tego cudu,który właśnie odbywa się na moich kolanach.Czuje się tak zjenoczona z Matka Natura jak nigdy wcześniej! Czuje się częścia tej planety.Mrówki idą w rządku jakby kierowała nimi niewidzialna ręka,a ja karmię piersią bo tak chciała natura.Tak mnie stworzyła. Tysiące myśli przebiegają przez głowę. A najpiękniejsza z nich to ta,że nasze mamy neandertaldzkie i praprzodkowie ludzkości robili to samo co ja. Może nawet w tym samym miejscu siedziała jakaś praprapra-kobieta i karmiła ludzkośc życiodajnym płynem! Córcia zasypia. Widze jak jest jej dobrze. Nie umie mówić,chodzić,nawet uśmiechac się a wydusić mleko z mojej piersi umie jak zawodowiec. To nie przypadek to naturalny pierwotny instynkt. Wiedziała nawet lepiej ode mnie że trzeba opróźnić pierś. No tak to nie przypadek-to idealne zjednoczenie ,mnie,dziecka i świata. Natura znów wygrała! Triumf sił przyrody nad ludzkością! A teraz niech moja mała zwyciężczyni śpi smaczni ,bo czeka nas powolny spacer do jaskini…oj do domku.

  8. Moja przygoda z karmieniem nie trwa długo. Jestem mamą 7 tygodniowej córeczki, prowadzę własną firmę i wbrew temu, co mogłoby się wydawać, nawet przez chwilę nie byłam na urlopie. Nawet dzień po porodzie odbierałam telefony z pracy 😀 Plusem własnej firmy jest to, że nie muszę być w niej obecna non stop, dużo pracy wykonuję zdalnie z domu więc gdy tylko Jagódka zasypia zasiadam do komputera (tak jak teraz). Najgorsze pierwsze 3 tygodnie na szczęście już za nami – karmienie nie było takie piękne jak pokazują w TV ale na szczęście dzięki wsparciu męża (który nawet mnie karmił, zrobił więcej śniadań przez te 3 tygodnie niż przez 6 lat związku :P) i teściowej dałam radę. Teraz z pomocą przychodzi nam laktator i chętnie wychodzę z domu bez obaw, że dziecko umrze z głodu. Pamiętam, jak po 4 tygodniach od porodu pierwszy raz sama wsiadłam do samochodu i pojechałam do pracy… śpiewałam całą drogę ulubione piosenki i miałam tak doskonały humor, że aż przez moment dopadły mnie wyrzuty sumienia 😀 Teraz min. 2-3 razy w tygodniu na kilka godzin wychodzę z domu, spotykam się z przyjaciółmi, odwiedzamy się również razem z dzidziusiem – nie muszę martwić się o podgrzewanie mleka, zawsze mogę wyjąć cyca i nakarmić maleńką bez problemu 🙂 Uważam, że wręcz wskazane jest wychodzenie z gniazdka młodym mamom, róbcie coś dla siebie! Kilka dni temu moja córa po moim powrocie spojrzała na mnie i uśmiechnęła się od ucha do ucha – wspaniałe uczucie, polecam!

  9. Jestem mamą 2 latka i 2,5 miesięczniaka. Pierwszego syna karmiłam nie całe 6 tygodni gdyż straciłam pokarm. Obecnie karmie i bardzo się z tego cieszę jestem na ostatnim roku studiów zaocznych na uczelnie dojeżdżam 100 km w weekendy do tego dorabiam śpiewając na weselach. W ciągu tych 2,5 miesiąca byłam kilka razy na uczelni, dwa razy na weselu i karmie dalej jednak podczas mojej nieobecności oprócz odciągniętego mleka mały dostaje butelkę. Jednak nie uważam tego za coś złego. Nadal karmie i mam nadzieję, że będę karmić jak najdłużej gdyż początki były bardzo trudne i zapalenie piersi w 6 tygodniu i bóle brzuszka maluszka, który nie chciał ssać piersi i ciągle krzyczał odwracając głowę od piersi ale jak do tej pory udało się utrzymać karmienie to myślę, że teraz będzie coraz łatwiej.
    Pozdrawiamy

  10. Troszkę późno już ,ale warto,bo może kogoś zainspiruję:)
    Od początku kiedy byłam w ciąży nie brałam pod uwagę innej opcji niż karmienie piersią mimo,że niewiele na ten temat wiedziałam. W 9 miesiącu pojawiło się ogłoszenie,że szukają w naszym mieście lidera, który podejmie się zorganizowania tutaj po raz pierwszy projektu Szlachetna Paczka…i pomyślałam sobie,że to chyba najlepszy dla mnie czas:) Mała Tola urodziła się chwilę za wcześnie..więc planowane szkolenia musiałam odbyć z Małą na świecie..:) Szkolenie trwało 2 dni, przyjechała moja Mama siedziała w pokoju gospodarczym z Lady:) a ja doskakiwałam:) miała wtedy 4tygodnie. Ciągle słyszałam po co Ci to teraz?… Ale się nie poddałyśmy, wszędzie biegałam z Tolą w chuście, do urzędów,szkół, kościołów..Przy większych szkoleniach i eventach pomagał mąż ,mama (przyjeżdżała mimo 160km) i przyjaciele. Nigdy nie odciągałam, ale tak kombinowałam,żeby się dało! Udało się, pomogliśmy 19 rodzinom! Tola skończyła wtedy pół roczku,więc do tego czasu była wyłacznie na cycu.
    Teraz Tola ma 8 miesięcy, łatwiej coś „załatwić”, ale też zaczęłam odciągać pokarm, który narazie dodajemy do śniadań i kolacji, bo młodzież „gardzi” moim mlekiem z butli. Niedługo nadejdzie czas poszukiwania pracy,ale wiem,że poradzimy sobie. Jest coraz większa, pić się nauczymy do tego czasu, a ranki i wieczory rezerwuje dla córci <3
    I tak szczerze to po prostu nigdy się nad tym nie rozczulałam co i jak robić,żeby karmić wyłącznie piersią, zawsze dostosowywałam życie pod karmienie nie odwrotnie. Nam się udało <3

  11. Ojej, ale EXTRA, ze ktoś chce posłuchać o moim karmieniu piersią! Jestem pierwszą, z moich przyjaciółek, która ma dziecko, i nigdy nie mogę się nikomu wygadać, bo żadna nie chce słuchać:)
    Śmieszne, bo przygotowując się na przyjście na świat mojego Synka pomyślałam o wszystkim, tylko nie o tym, jak go będę karmić. Serio! Kupiłam łóżeczko, bujaczek, ciuszki, pieluchy, wszystkie kosmetyki i inne pierdoły, ale też butelki, podgrzewacz do butelek, wkładki laktacyjne, biustonosz do karmienia (!) i laktator. Nie mam pojęcia co ja sobie o tym karmieniu myślałam, przysięgam. Po prostu kupiłam wszystko, co wyczytałam na forach i w poradnikach, że trzeba do niemowlaka mieć. A też pogadać z kimś doświadczonym nie miałam jak, bo od roku mieszkałam w Anglii i tu miałam rodzić, tylko męża miałam przy sobie, ale gdzie tam on o jakimś karmieniu myślał:) Na szczęście w szpitalu, w którym rodziłam położne i pielęgniarki były przecudowne, no anioły po prostu, a przy tym nastawione tylko i wyłącznie na karmienie naturalne, nikt mi żadnego mleka nie proponował. Zaraz jak mi pacnęli Małego na brzuch, to poleżał tak z pół godziny i nigdy nie zapomnę, w jakim byłam SZOKU jak on zaczął tego cycka ssać:):) Co do kamienia – jestem straszną szczęściarą, bo po prostu nie miałam z tym najmniejszego problemu – najmniejszego! Żadnego płakania przy karmieniu na początku, żadnego strasznego nawału, żadnego braku pokarmu wieczorem, nic z tych rzeczy. Nie czytałam żadnych forów, nie piłam żadnych herbatek, nie przestrzegałam żadnych diet- po prostu karmiłam. To jest dla mnie takie niesamowite uczucie! Najlepsze na świecie, naprawdę! Jedyne, czego się boję, to tej myśli, że kiedyś trzeba będzie przestać. Pamiętam te pierwsze miesiące wyłącznego karmienia i taką straszną dumę, że jestem w stanie wykarmić własne dziecko i że jestem z nim tak blisko wtedy. Karmię wszędzie, nic się nie cykałam i nie cykam:-) Przy znajomych, w centrum handlowym, w parku, w autobusie, wszędzie, gdzie tylko Mały się domagał. On ma póki co 9 miesięcy. Od miesiąca wróciłam do pracy, ale nie jest to żadnym problemem, bo tutaj w UK przysługują w ciągu dnia aż 3 przerwy na karmienie. Mieszkam 15 minut pieszo od biura, a przyjechała do nas na jakiś czas moja mama, jako, że jest na emeryturze i przynosi mi go dwa razy dziennie do biura:) Także bajka, mówię Wam! Kocham tego Małego Szkraba bardziej niż kogokolwiek na Świecie i kocham te chwile, jak przytula się do mnie i zasypia na tym moim cycu, no kocham!:)

  12. Zbliża się roczek mojej córeczki. To był najpiękniejszy rok w moim życiu i chyba najintensywniejszy. Trafił mi się gatunek cycoholicus bezbutelkowo-bezsmoczkowy 😉 ale to nie oznacza, że zamknęłam się w czterech ścianach z biustem na wierzchu tylko po to, by karmić. Byliśmy całą rodziną w SPA, chodziliśmy po zamku, opalaliśmy się nad morzem, zwiedzaliśmy zamek w Wieliczce. Robiłyśmy kilometry po warszawskich parkach, a ja wypiłam mnóstwo kaw w towarzystwie wspaniałych chustomam. Zimą przeniosłyśmy się do sal zabaw, kawiarni, zwiedziłyśmy Muzeum Narodowe, chodzimy na seanse mam z dziećmi. Czy czuję się uwiązana do dziecka? Nie, uwielbiam pokazywać jej świat! Przy wsparciu partnera jestem szczęśliwą, wypoczętą mamą, która ma czas także dla siebie, umawia się z koleżankami, chodzi na zakupy, podczas gdy tata z córką spędzają czas razem. Tak jak karmienie, tak i ograniczenia tkwią wyłącznie w naszej głowie. Pamiętajcie o tym mamy!

  13. O dzicku zaczęłam marzyć rok po slubie – pierworodny urodził sie tuż przed nasza trzecia rocznica ślubu. Skończyłam wtedy drugi rok studiów. Kolejny rok zaczęłam z moim ssakiem u piersi; to było spore wyzwanie, dojeżdżałam do Wrocławia – 250 km. Do dzis wspominam te wspólne weekendy z karmieniem na przerwach! Odkąd pamietam, zawsze wszystko robiłam na ostatnia chwile. Pierwszy Syn nauczył mnie planowania i dobrej organizacji – od kiedy urodziłam, wszystko zawsze było oddane w pierwszym terminie. Wiedziałam juz, ze nie jestem „panią swego czasu”, i ze wszelkie niespodziewane wydarzenia dzieją sie wtedy, kiedy spieszę sie najbardziej. Drugiego synka urodziłam na ostatnim roku studiów; obrona, opieka nad dwojgiem dzieci, do tego doszła budowa domu… Dałam rade! Wszystko z dzieciątkiem u piersi ? Trzeciego cycosza urodziłam w lipcu, 5 miesięcy przed 30 urodzinami. Koleżanka uszyła mi czapkę z haftem: „Matka Polka”. Noszę ją z wielką dumą ? Macierzyństwo przeplata się z wielką pasją, jaką jest wiejskie życie – ekologiczna uprawa warzyw, domowe przetwory, chleb pieczony na zakwasie… Sielsko, anielsko. Życie mlekiem i miodem płynące!

  14. Przed urodzeniem Skrzata często słyszałam,że „jak urodzi się dziecko to już nie ma się czasu na nic”.Teraz wiem,że to totalna nieprawda,no po prostu ściema na całego.Ja mam czas na wszystko!Od zawsze byłam nastawiona na karmienie piersią,choć nie miałam sprecyzowane jak długo.Wróciłam do pracy jak Skrzat miał pół roku.Tak na prawdę to jak miał 3 miesiące to znikałam raz w tygodniu na 3-godzinny dyżur.Mleko odciągnięte dostawał od taty z butli.Szybko jednak butlą wzgardził.Zaczęły się wątpliwości jak to będzie gdy mama będzie w pracy przez 6h.Okazało się że jak się chce to można.Moje nie-butelkowe dziecię piło odciągnięte mleko z kubka niekapka,ale warunek był jeden-mama musiała być poza domem.W innym wypadku tylko mleko bezpośrednio ze źródła;-)Oczywiście wiązało się to z odciąganiem mleka w czasie pracy,ale nie było to takie przerażające jak się wydawało na początku.
    Przekonałam się,że karmienie piersią to nie uwiązanie,jak to czasem słyszałam i słyszę nadal.Karmienie piersią to moim zdaniem ułatwienie,bo bufet Mały ma zawsze przy sobie jeśli jest mama,a jak mama „znika”to jest odciągnięte mleko,a teraz (2lata za 2 tygodnie)inne „normalne”jedzenie;-)Skrzat był tylko kp do skończenia 8 miesiąca,kiedy samodzielnie zaczął siadać i rozpoczęliśmy rozszerzanie diety.
    Pamiętam jak z 7-dniowym Skrzatem ruszyliśmy na spacer do lasu,a to był pierwszy krok żeby wrócić do wypraw w góry,których w sumie nigdy nie przerwałam-na tydzień przed porodem też byłam w górach.Szybko też wróciłam do tańca.Fakt,że z Dzieciem w chuście,ale salsujemy sobie regularnie w Szkole Tańca.Nie miałam też problemu,żeby wyjeżdżać na szkolenia czy spotykać się ze znajomymi.Teraz, gdy mały jest trochę starszy,zaczęłam realizować swoje kolejne marzenie-jazdę konno.
    Wbrew wyobrażeniu wielu osób,nie stałam się snującą po domu w podartym t-shircie z podkrążonymi oczami, sfrustrowaną jędzą z dzieckiem wiszącym przy cycu.Nadal jestem sobą,Czarownicą,która cieszy się życiem i łapie każdą chwilę.No i nadal się karmimy i końca nie widać,bo oboje to uwielbiamy:-)

  15. Karmie i jestem studentka medycyny 🙂 Może, na razie 7 miesięcy to nie jest jakiś oszałamiający wynik ale dla mnie to prawdziwe wyzwanie! Miałam szczęście bo urodziłam moja córeczkę na początku lipca, wiec przez 3 pierwsze miesiące karmienie piersią to byłalatwa sprawa, ale pózniej musiałam wrócić na uczelnie. Musiałam i chciałam. Mam nadzieje ze kiedyś moja córka będzie ze mnie dumna! Właśnie zdałam wszystkie egzaminy i to na dobre oceny w sesji zimowej i zaczynam ostatnie pół roku moich studiów! Łatwo nie jest, nie zaprzyjaźniłam sie z laktatorem ale sie tolerujemy. Na szczęście mój maź pracuje z domu i dzielnie opiekuje sie mała jak mama jest w szkole. Dzięki kup moja wież z córeczka codziennie odbudowuje sie po kilkugodzinnej rozłące. Na początku nie było łatwo ale teraz nie wyobrażam sobie naszej relacji bez cycka! W tym wszystkim muszę znaleźć jeszcze czas na naukę, najcześciej po 20 jak młoda już śpi, sprawy domowe. Czasu na swoje inne pasje chwilowo jest trochę mniej, ale na szczęście medycyna to moja pasja i korzystam z każdej chwili spędzonej w szpitalu! Da sie!

  16. Hej 🙂 jestem mamą bardzo wymagającego dziecka.. firmę prowadzę cały czas, również teraz na macierzyńskim,bo praca nie wybiera 😉 dodatkowo to mało kobiece zajęcie;) samochody <3 to moja miłość, pasja, praca:) jak to godzę?? Zabieram wszędzie córkę ze sobą:) jeździ ze mną i na warsztat(choć bardziej mąż trzyma rękę na pulsie ze względu na hałas i zapachy) i również w trasę jak kupujemy auta:) to najdoskonalsze rozwiązanie.pierś to jej największy przyjaciel i nie rozstaje się z nim na krok..a ja nie wyobrażam sobie by skończyć karmienie piersią:) karmię wszędzie gdzie tylko potrzeba a że najczęściej w aucie to kupiliśmy takie żeby można było się położyć( tylko tak córka lubi jeść) 🙂 jestem z Was wszystkich dumna:) dajecie rade dziewczyny 🙂

  17. Karmię Izę prawie 9 miesięcy. Jestem dumna z siebie, bo udaje mi się połączyć macierzyństwo z częścią pracy i studiami podyplomowymi. Jestem psychologiem, obecnie pracę ograniczyłam do wykładów na uniwersytetach. Jednak za mój prawdziwy sukces uważam zdanie ustnego egzaminu z 3-4 miesięczną Izunią w chuście. Mała miała wówczas trudny okres, tzw „foch na cyca”,jadła tylko w domu,tylko leżąc, i tylko czasami. Zawsze z krzykiem. Pomimo to zabrałam ją do szkoły na egzamin, karmiłam w pustej sali szkolnej. Udało się ją nakarmić gdy położyłam ją na ławce szkolnej, usiadłam na krześle i podałam pierś do stołu. Zjadła na tle dużo żeby móc zasnąć w chuście, więc egzamin zdawałam tańcząco 😉

  18. Jestem mamą 2 dziewczynek, pracującą na etacie i dodatkowo prowadzącą własną działalność. Starszą karmiłam 13 miesięcy, do pracy wróciłam gdy miała 3. Oczywiście nie udałoby się to gdyby nie laktator, wsparcie pracodawcy, męża i teściowej, która opiekowała się nią pod moją nieobecność. Ze starszą córką często wyjeżdżaliśmy. Gdy miała 3 miesiące do rodziny mieszkającej 240 km dalej, a 11-sto miesięczną wzięliśmy na wakacje – 412 km. Karmienie piersią zdecydowanie to ułatwiało. Bardzo często braliśmy ją na wycieczki w góry, m.in. w Tatry. Zabieraliśmy karimatę żebym mogła karmić w każdym momencie. Młodszą karmię 4 miesiące i mam zamiar co najmniej do roku. Zlecenie zaczęłam przyjmować tydzień po wyjściu ze szpitala, ale robię to, bo muszę. Najbardziej cieszę się z tego, że udało nam się całą rodziną pojechać na narty – między karmieniami mąż zajmował się córkami, a ja mogłam w samotności poszusować po stoku. Bardzo mi tego brakowało. Czytając wcześniejsze wpisy zauważyłam, że bardzo często pomocni są partnerzy/mężowie. Myślę, że tym naszym bohaterom również należy się uznanie i nagroda 😉

  19. Pierwsze dziecko: założyłam że karmię 6 miesięcy i nie będę się tym całym laktacyjnym terrorem UZIEMIAĆ. Karmiłam 25 miesięcy. Zupełnie swobodnie, wygodnie, bez przymusu, wychodząc 2 razy w tygodniu, a potem na całe weekendy 2 razy w miesiącu na uczelnię, zostawiając dziecko z mężem, opiekunką lub babcią, nie wprowadzając smoczka ani butelki. W tym karmieniu była przerwa 4 dniowa, kiedy po operacji serca dziecko musiało być na oddziale intensywnej opieki i ja nie miałam tam wstępu. Moje mleko dawane do kuchni i pasteryzowane razem z mlekiem od innych mam, mojemu dziecku nie podeszło. Przystawione po tej rozłące zassało się jakby nigdy nic. Mleka nam nigdy nie zabrakło.
    Drugie dziecko: nic nie zakładam, mimo że początki były podobnie bolesne jak przy pierwszym dziecku. Karmię już ponad rok. Wychodzę regularnie z domu bez dzieci. Dziecko umiało zasnąć bez piersi bardzo wcześnie. Ale jeśli jestem przy nim, zdarza się że usypia jedząc. W nocy karmi się sam, bo śpi z nami. 2-3 razy w miesiącu wychodzę w weekend na całe dnie – studia zaoczne – gdy wracam karmienie trwa może parę minut dłużej niż zwykle. Nie miewałam nawałów, zapaleń, niedoborów mleka. Na samym początku zdarzał się ból przy karmieniu, który mijał po kilku sekundach od prawidłowego zassania. Pokochałam karmienie.

    Zdarzyło się, że drugie dziecię napiło się mleka z cudzej piersi, oraz że podzieliło się moją piersią z koleżanką lub kuzynem. Nie trzeba karmiąc decydować się na powrót do normalności. Karmienie to normalność. Dzieci nie ograniczają. Dzieci to szczęście. A szczęście daje wolność. Dzieci uwalniają od ograniczeń. Mam na to póki co dwa dowody.

  20. Witam 🙂
    Zanim opowiem swoją historię, to chciałam zwrócić uwagę na jeden bardzo ważny fakt – wsparcie partnera. Ułatwienie kobiecie samorealizacji, skanowanie jej jako człowieka z potrzebami i pasjami, wspieranie w trudnych momentach. Dla mnie to bardzo ważne. Karmię od 9 m-cy. W tym czasie złożyłam rozprawę doktorską z chemii, zdałam egzaminy, za 3 tygodnie mam obronę. Prócz tego nadal rozwijam swoje hobby – rękodzieło. Tworzę prace, uczestniczę w kursach, prowadzę bloga. Przymierzam się do własnej firmy. Niedługo rozpoczynamy także budowę domu…
    Czuję się spełniona i szczęśliwa, kocham moja córcię i mojego wspaniałego męża 🙂

  21. Moja historia pod znakiem macierzyństwa rozpoczęła się w czerwcu 2015 roku. Od początku zakładałam, iż chcę karmić piersią. Nie wiedziałam jak i czy uda mi się pogodzić to co zaplanowałam z obowiązkami zawodowymi, ale nastrojona optymistycznie swoim dobrym samopoczuciem w ciąży (do 39. tygodnia intensywnie pracowałam bez problemów) stwierdziłam, że nie może być źle. Niestety nie do końca się ułożyło tak jak miałam w planie. Zamiast porodu rodzinnego odbyło się cesarskie cięcie. Zamiast piersi mlekiem i miodem płynących miałam skąpą wydzielinę. Dziecko cały czas płakało domagając się ciągłego przystawiania do piersi jakby się nie najadało. Na domiar złego wybrało sobie tylko jedną pierś i na drugą nie chciało patrzeć. Cały czas odnotowywane były spadki masy ciała. W mojej głowie kłębiły się różne myśli, może dziecko się nie najada, może trzeba dokarmiać, może coś z moim dzieckiem jest nie tak (dziecko koleżanki na sali jadło i spało wzorcowo, też po cesarce) przeplatane skrajnym zmęczeniem. Ale całe szczęście na straży stał mój mąż. To on mobilizował mnie do ciągłego przystawiania dziecka do piersi, to on przyniósł mi laktator i kazał ściągać pokarm jako dodatkowa stymulacja, aby w końcu rozhulała się laktacja. Dzięki temu wsparciu karmię piersią już siódmy miesiąc i chcę karmić dalej. Czy karmienie przeszkadza w rozrywkach i w życiu zawodowym? Są trudności, ale jeżeli dobrze się rozplanuje czas, ułoży plan ewakuacji można wszystko zdziałać, nawet karmić w Narodowym Forum Muzyki. Już tydzień po wyjściu ze szpitala byłam u fryzjera. W kolejnych tygodniach wychodziłam na zakupy i do kosmetyczki. Do pracy wróciłam 4 tygodnie po porodzie. Do aktywności fizycznej w trzecim miesiącu karmienia (wcześniej ćwiczenia rehabilitacyjne). Nadal ją kontynuuję. Cały czas jestem aktywna towarzysko. W weekendy całą trójką odwiedzamy rodzinę, znajomych, robimy krótkie wycieczki. Od samego początku towarzyszy nam chusta. Bardzo wygodny i ergonomiczny środek transportu dla maluszka. Kiedy nie ma mnie w domu ściągnięty pokarm podaje butelką mąż. Co chciałabym przekazać innym mamą? Przede wszystkim to, aby nie poddawały się, aby walczyły o swoje marzenia jakim może być niezależność podczas karmienie piersią bo przecież poza tym, że stałyśmy się matkami nadal jesteśmy kobietami, które mają swoje potrzeby. Tylko walcząc możemy stać się zwycięzcą. Przy dobrych chęciach i dobrym planie możemy zrealizować wszystko czego zapragniemy. Ja jestem tego przykładem 

  22. Zaszłam w ciążę mając 20 lat. Rozpoczynałam wtedy I rok studiów na których bardzo mi zależało. Miałam duże obawy, czy skończę studia, jak będzie wyglądać nasze codzienne życie we troje, w obcym mieście 350 km od rodzinnego miasta. Ani nawet nie myślałam o karmieniu naturalnym. W raz z upływem czasu zafascynowałam się tematami ciąży, okołoporodowymi i karmienia piersią i zaczęłam się edukować w tym temacie  Po dowiedzeniu się, jak ważne jest mleko mamy i bliskość, które daje karmienie piersią, wiedziałam, że będę o to walczyć. Nie obyło się bez problemów, jednak wiedziałam, że będę karmić, czułam że to mój najważniejszy obowiązek. Synek okazał się być wyjątkowym przytulasem, bardzo bałam się powrotu na studia. I ja i mąż studiowaliśmy dziennie. Miałam wybór: dziekanka lub kontynuacja. Postanowiłam pójść na całość i zaryzykować kontynuację. Udało mi się dostać zgodę od dziekana na indywidualny tok studiów, jednak na niektóre zajęcia musiałam regularnie uczęszczać. Starałam się nakarmić Jaśka tuż przed wyjściem z domu i starałam się, żebym dokładnie 2 godziny później była w domu. Biegłam na tramwaj jak jamajski sprinter a wracałam truchcikiem z pełnym biustem rozpinając koszulę od progu 😀 Wkrótce jednak zmuszona byłam brać synka na zajęcia, chociaż nie wiedziałam jak znajomi i wykładowcy zareagują na karmienie piersią na zajęciach. Jednak obawy rozwiały się, PRAWIE wszyscy bardzo pozytywnie podchodzili do kwestii karmienia, a tym, którzy nie podchodzili już tak pozytywnie, miałam okazję wytłumaczyć, dlaczego jest to dla mnie ważne. I w ten sposób, cupnąwszy sobie w zazwyczaj w ostatniej ławce, karmiliśmy się i notowaliśmy co trzeba, biorąc też czynny udział w zajęciach (dużo konwersatoriów, studiuję filologię). Dzięki temu doświadczeniu poczułam się bardziej pewna siebie i wiedziałam, że potrafię bronić swoich racji, choć wcześniej byłam baaardzo nieśmiała. Wkrótce planujemy wyjazd za granicę, żeby poćwiczyć język, zastanawiam się nawet nad wyjazdem na Erasmusa jeśli oceny pozwolą  Najważniejsza jest dla mnie rodzina, ale jestem przeszczęśliwa, że udaje mi się godzić karmienie piersią z rozwijaniem pasji i studiowaniem, właśnie o tym marzyłam.

  23. Będąc w ciąży nie myślałam o karmieniu, moją głowę zajmował proces porodu – strasznie się go bałam!!Dobrze że w trakcie ciąży na położną środowiskową wybrałam kobietę która dodatkowo była certyfikowanym doradcą laktacyjnym – DUŻO mi pomogła i utrzymywała w przekonaniu że warto 🙂
    Po porodzie przez cc, bo naturalny nie postępował dostałam następnego dnia Małego na ręce i położna przystawiła go do piersi ku mojemu zdziwieniu ( w czasie ciązy nie planowałam kp, kupiłam butelki i myślałam że będzie co będzie hahah).
    Mały odrazu złapał za brodawkę i się przyssał, było różnie bo nocne pobudki dla mnie śpiocha to masakra ale JEGO OCZY I UŚMIECH jak je i patrzy na mnie – coś cudownego….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *