KARMIĘ PIERSIĄ I JESTEM…rozwiązanie konkursu

Obiecane wyniki konkursu z 5razones!

Wszystkie Wasze laktacyjne historie, to jak łączycie pracę i bycie aktywną z karmieniem piersią są niezwykle inspirujące!

Dziękuję Wam ogromnie! Dla mnie to dowód na to, że kobiety naprawdę potrafią poradzić sobie z różnymi sytuacjami i mimo przeciwności i utrudnień karmić piersią. Często pojawiały się słowa wdzięczności dla partnerów i babć, które pod Waszą nieobecność zajmowali się maluchami, lub podwozili dzieci na karmienia. Wsparcie rodziny jest ważne!
Trudno nam było z Pau zdecydować i wybrać zwycięskie wpisy,poniżej znajdziecie zwycięskie komentarze, a dla wszystkich mam, które zostawiły swoje komentarze pod wpisem z konkursem Pau proponuje specjalną cenę koszulki #breastfeedingarea więc napiszcie do niej powołując się na nasz konkurs do końca lutego 2016.

Zdecydowałyśmy, że koszulki #breastfeedingarea otrzymają autorki następujących komentarzy:

Mama Wilk

„Zaszłam w ciążę mając 20 lat. Rozpoczynałam wtedy I rok studiów na których bardzo mi zależało. Miałam duże obawy, czy skończę studia, jak będzie wyglądać nasze codzienne życie we troje, w obcym mieście 350 km od rodzinnego miasta. Ani nawet nie myślałam o karmieniu naturalnym. W raz z upływem czasu zafascynowałam się tematami ciąży, okołoporodowymi i karmienia piersią i zaczęłam się edukować w tym temacie. Po dowiedzeniu się, jak ważne jest mleko mamy i bliskość, które daje karmienie piersią, wiedziałam, że będę o to walczyć. Nie obyło się bez problemów, jednak wiedziałam, że będę karmić. Czułam że to mój najważniejszy obowiązek.

Synek okazał się być wyjątkowym przytulasem, bardzo bałam się powrotu na studia. I ja i mąż studiowaliśmy dziennie. Miałam wybór: dziekanka lub kontynuacja. Postanowiłam pójść na całość i zaryzykować kontynuację. Udało mi się dostać zgodę od dziekana na indywidualny tok studiów, jednak na niektóre zajęcia musiałam regularnie uczęszczać. Starałam się nakarmić Jaśka tuż przed wyjściem z domu i starałam się, żebym dokładnie 2 godziny później była w domu. Biegłam na tramwaj jak jamajski sprinter a wracałam truchcikiem z pełnym biustem rozpinając koszulę od progu ?.

Wkrótce jednak zmuszona byłam brać synka na zajęcia, chociaż nie wiedziałam jak znajomi i wykładowcy zareagują na karmienie piersią na zajęciach. Jednak obawy rozwiały się. PRAWIE wszyscy bardzo pozytywnie podchodzili do kwestii karmienia, a tym, którzy nie podchodzili już tak pozytywnie, miałam okazję wytłumaczyć, dlaczego jest to dla mnie ważne. I w ten sposób, cupnąwszy sobie w zazwyczaj w ostatniej ławce, karmiliśmy się i notowaliśmy co trzeba, biorąc też czynny udział w zajęciach (dużo konwersatoriów, studiuję filologię).

Dzięki temu doświadczeniu poczułam się bardziej pewna siebie i wiedziałam, że potrafię bronić swoich racji, choć wcześniej byłam baaardzo nieśmiała. Wkrótce planujemy wyjazd za granicę, żeby poćwiczyć język. Zastanawiam się nawet nad wyjazdem na Erasmusa jeśli oceny pozwolą. Najważniejsza jest dla mnie rodzina, ale jestem przeszczęśliwa, że udaje mi się godzić karmienie piersią z rozwijaniem pasji i studiowaniem. Właśnie o tym marzyłam.”

Asia szczęśliwa Matka Polka

„Jestem znowu mamą karmiącą od 7 miesięcy :) i bardzo dobrze mi z tym :). Nie wyobrażam sobie aby było inaczej. Kocham mojego synka i chce mu dać to co dla niego najlepsze. No i po prostu lubimy to!

Moja pierwsza przygoda z karmieniem zaczęła się 3,5 roku temu, gdy na świat przyszedł pierwszy syn. Już w ciąży postanowiłam, że choćby nie wiem co nas spotkało, będę karmić naturalnie jak najdłużej. Początki nie były łatwe, miałam nawet chwile załamania i zwątpienia. Nie miałam wsparcia laktacyjnego ze strony personelu w szpitalu, a potem w rodzinie. Wszyscy doradzali, aby podać butelkę, bo dziecko płacze i na pewno jest głodne. Jedyną osobą, która pomogła nam to przetrwać był mój mąż. Nie poddałam się presji, karmiłam cały czas, a przyczyną płaczu jak się okazało później były kolki.

Pawełek rósł, a karmienie było dla nas cudownym rytuałem. Gdy skończył 15 miesięcy dostałam propozycję nowej pracy. Wymagało to wielkiego zaangażowania, wysiłku i zorganizowania. Praca w sprzedaży na kierowniczym stanowisku więc całe dnie spędzone poza domem. Na początku w przerwach w pracy ściągałam pokarm. Po kilku tygodniach już nie musiałam, bo naszymi porami karmienia były poranki oraz wieczory.

I tak nasza mleczna przygoda trwała 26 miesięcy. Gdy urodził się drugi syn karmienie piersią było sprawą oczywistą :). Po 3 miesiącach wróciłam zaocznie na ostatni rok studiów. Wymaga to dużego zorganizowania ponieważ dojeżdżam 70 km na uczelnię. W przerwach ściągam pokarm elektrycznym laktatorem. Niestety muszę to robić w toalecie bo uczelnia nie udostępnia miejsca dla mam karmiących. Podczas mojej nieobecności Kuba dostaje odciągnięte mleko z butelki. Udaje mi się wyjść oprócz uczelni na zakupy, spotkanie czy zajęcia zumby kilka razy w tygodniu. W tym czasie wieczorami Kuba zostaje z tatą. Chce karmić syna tak długo jak będzie tego potrzebował. Jestem szczęśliwa i dumna z tego, że jestem mamą karmiącą :)

Magdalena J

„Zanim jeszcze zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem to zaczęłam studia magisterskie w Łodzi, a mieszkam w UK. Zjazdy były tylko 2-3 na semestr, a reszta online. Zaszłam w ciążę i opuściłam tylko 2 zjazdy pod koniec ciąży. Wtedy zbierałam materiały do pracy ale za wiele nie pisałam. W czerwcu urodziłam, karmiłam a od lipca zabrałam się za konkretne pisanie… mąż w pracy, babcie daleko w Polsce. Pisałam jak tylko mała spała. Oczywiście miała dni kiedy chciała być na cycu cały dzień lub spać na mnie więc wtedy nie mogłam za wiele zrobić. Były też problemy z nawałem mleka, zablokowanymi kanalikami. Udało się napisać pracę do końca sierpnia. Wtedy też pojechaliśmy z mężem, 2 miesięcznym dzieckiem i znajomymi na długi weekend do Walii. 5 godzin w samochodzie, karmienie na postoju. Pod koniec już była niespokojna ale dotarliśmy a ja mogłam trochę zmienić otoczenie, pospacerować nad morzem itp.

Kocham podróże, wycieczki, góry, morze i zawsze byłam aktywna, karmienie i w ogóle małe dzieci oczywiście trochę ograniczają moja aktywność bo na razie nie wejdę na Mont Blanc tak jak marzę, ale nie oznacza to, że całkowicie zrezygnuje ze wszystkiego. Z dziećmi i karmiąc też można!

Jak córka miała 4 miesiące polecielismy do Polski, przylot późno w nocy, karmienie kilka razy, rano obrona, mąż za drzwiami z małą i udało się :-). Potem kolejna podróż..6 godzin do teściów. Od tego czasu byliśmy z dzieckiem już kilka razy w Polsce, raz w Grecji, kilka razy na wypadach w Lake District, Walii i w wielu lokalnych miejscach. Karmienie w samolocie, w pociągu, w samochodzie i generalnie w podróży nie zawsze jest łatwe, ale nam się udało przez 2 lata karmić, obronić pracę magisterską i być aktywną. Teraz jest drugi dzidziuś, też na piersi i już się jeden wyjazd udał :-). Dodam jeszcze, że przed urodzeniem drugiego dziecka pracowałam z domu jako tłumacz, oczywiście na tyle ile opieka nad dzieckiem mi pozwalała :-)

AUTORKI zwycięskich wpisów proszę o kontakt mailowy na mjackowska.blog@gmail.com ustalimy wysyłkę nagrody!

GRATULACJE!!!

Przeczytaj też

3 komentarze

    1. Oj, przeczytałam wszystkie historie i ten komentarz na końcu wzruszył mnie do łez. Jesteśmy fanstastyczne, kobietki! Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *