jak NIE wspierać matek czyli kilka słów pod wpływem emocji..

To nie będzie wpis oparty o źródła naukowe tylko moja emocjonalna reakcja na pewne zdarzenie.. 

Nieważne kto, nieważne gdzie, nie będę linkować bo myślę, że szkoda nerwów..

Ważne, że trudno mi było zasnąć i potrzebowałam kilku rozmów z bliskimi mi kobietami i moją doulową mentorką (dziękuję Gosiu), żeby sobie moje emocje poukładać. To nie pierwszy już raz kiedy mam ochotę coś na ten temat napisać więc tym razem to zrobię. Dodatkowo przemyśleń dostarczyło mi obejrzenie jednego odcinka serialu o opiece nad wcześniakami w polskich szpitalach.

Jestem doulą od pięciu lat, od trzech promotorką karmienia piersią, a od roku regularnie prowadzę warsztaty dla rodziców (a w praktyce głównie dla matek) i spotkania grupy laktacyjnego wsparcia w ramach akcji Mlekoteka. Od ponad roku jestem członkinią redakcji Kwartalnika Laktacyjnego a od kilku miesięcy dumną założycielką Fundacji Promocji Karmienia Piersią. Rozmawiam niemal codziennie z kobietami na różnych etapach macierzyńskiej drogi a znaczna część tych rozmów dotyczy karmienia dzieci, albo tematów okołoporodowych.

Na dodatek jestem matką, której porody były zupełnie inne niż „wymarzone”. Kosztowały mnie wiele trudnych emocji, złe sny i zaciskanie zębów na samo wspomnienie. Nie dlatego że poród boli, tylko dlatego że nie dostałam prawdziwego wsparcia. Za to sporo rutynowych działań i powątpiewania w moje kompetencje… Początki karmienia piersią młodszego syna były dla mnie na tyle trudne, że zupełnie nie mam problemu żeby sobie wyobrazić jak można pomyśleć „pierdole, nie karmię bo boli jak cholera i mam dosyć”. Wybaczcie przekleństwa, no ale tak było. Uratowało mnie tylko to, że wiedziałam gdzie szukać pomocy i w końcu po nią sięgnęłam.

Nie piszę o tym żeby się pochwalić, tylko żeby wyjaśnić skąd bierze się mój punkt widzenia.

Nie chcę mentorować, bo nie jestem Yodą, uczę się sama cały czas. Uważam, że wspieranie kobiet w ciąży, w porodzie, w karmieniu piersią i innych macierzyńskich decyzjach to taka nauka, która się nigdy nie kończy. Bo każda z nas po prostu jest inna i jeśli udało mi się pomóc jednej kobiecie i ją wesprzeć w jakiś sposób to wcale nie wiem, że to samo zadziała w przypadku innej. Nawet ta sama matka może przy jednym dziecku potrzebować innego wsparcia niż przy dziecku drugim czy kolejnych.

To czego się nauczyłam i bardzo mi pomaga, to żeby niczego nie zakładać z góry. Żeby nie oceniać i nie wyciągać wniosków za szybko. Bo musiałabym być tą kobietą i przeżyć wszystko to co ona żeby zrozumieć dokładnie to, co ona czuje. Oczywiście podobne doświadczenia pomagają mi zrozumieć pewne uczucia czy zachowania ale to nadal jest tylko namiastka a nie „dokładnie wiem o czym mówisz”.

Na szczęście żeby wesprzeć drugiego człowieka nie potrzeba przeżywać tego samego i dokładnie wiedzieć co w jego głowie siedzi. Można zacząć od tego, żeby się powstrzymać od oceniania i dopowiadania swojej historii w myślach.. Czasami wystarczy wysłuchać, być obok, albo podać chusteczkę do nosa kiedy ktoś płacze. Nie trzeba mówić „rozumiem co czujesz”, czasami wystarczy nie powiedzieć „nie płacz!”.

Piszę tutaj o wspieraniu okołoporodowym ale muszę kilka słów poświęcić wspieraniu i promocji karmienia piersią.

Bardzo bym chciała, żeby kobiety w Polsce miały systemowo zapewnione wsparcie laktacyjne na wysokim poziomie. Niestety na razie systemowego wsparcia praktycznie nie ma a porada laktacyjna często opiera się na doradzeniu podania mieszanki. Albo ochrzanieniu matki, że głodzi dziecko, takim cyckiem nie wykarmi bo za mały lub za duży, że nie umie sobie poradzić a to przecież naturalne. Albo ochrzanieniu że całe zło to przez jej dietę i mleko za chude i gazowane.. No dobrze, może mnie poniosło, ale niestety jest po prostu źle.

Nie mówię o poradzie doradczyń laktacyjnych tylko o poradach z zakresu podstawowej opieki zdrowotnej, które teoretycznie mają nam zapewnić opiekę laktacyjną. Byłabym niesprawiedliwa mówiąc, że nikt nie pomaga skutecznie. Są specjaliści, którzy się doszkalają, szukają informacji i chcą być na bieżąco z wiedzą o laktacji, ale średnia jest niestety niezadowalająca. Zresztą, wystarczy spojrzeć na wskaźniki karmienia piersią w naszym kraju np. TUTAJ.

Powodów dla których kobiety nie karmią piersią jest bardzo wiele. O tym dlaczego jest niedobrze pisałam rok temu i na razie wygląda to dosyć podobnie, więc nie chcę teraz i tutaj się nad tym rozwlekać.

Chcę tylko powiedzieć w temacie wspierania, że właśnie ze względu na to, że system opieki laktacyjnej jest tak mało wydolny, to niemedyczne wsparcie w laktacji jest tym bardziej trudne. Bo bardzo wiele kobiet mimo dobrych chęci i planów karmienia naturalnego już w szpitalu po porodzie natrafia na trudności. Niewystarczające wsparcie, dokarmianie mieszanką i/lub ma trudne przeżycia związane z porodem. A jeśli maluch urodził się za wcześnie albo pojawiły się jakieś komplikacje okołoporodowe, nawet żółtaczka albo opóźniony nawał mleczny to może być jeszcze trudniej.

Granica pomiędzy pomocą w karmieniu piersią a naciskiem czy nawet brzydko nazwanym „terrorem laktacyjnym” jest dosyć cienka. I dla każdego przebiega w trochę innym miejscu. I zależy bardzo od tego ile wiemy o karmieniu, czy je widzieliśmy wcześniej, czy karmiłyśmy już piersią czy nie i dlaczego nie, a jeśli tak, to jak długo.. Gdy 6 lat temu słyszałam o karmieniu piersią trwającym 3 lata wydawało mi się to co najmniej dziwne, a swoje pierwsze dziecko karmiłam 1,5 roku i wydawało mi się że to meeega długo. A dzisiaj myślę, że każdy dzień karmienia, każde jedno karmienie jest na wagę złota. I że jeden miesiąc karmienia to może być ogromny sukces. Bo mam inną perspektywę, po prostu.

I jeszcze parę zdań o karmieniu mlekiem modyfikowanym, bo to było tematem wpisu, który tak bardzo mnie poruszył. Nie wiem jak to jest nie móc karmić dziecka piersią. Ale wiem jak to jest, kiedy coś w macierzyństwie się nie udaje. Albo kiedy po dłuższym czasie się orientuję że powinnam była, albo że mogłam zrobić coś inaczej.

Wiem jak to jest mieć poczucie, że nie dałam rady sobie poradzić z jakimś macierzyńskim wyzwaniem, z wieloma nie radzę sobie dosyć często… Wyobrażam sobie więc, jak mogą czuć się matki, które mimo ogromnych chęci i prób karmią inaczej niż piersią. I wyobrażam sobie jak mogą się poczuć czytając lub słysząc o tym, że karmienie butelką i mleko modyfikowane to zło i trucizna. I nie ma we mnie zgody na to, żeby mówiła w taki sposób jakakolwiek osoba, która deklaruje „wsparcie”.

Informowanie o korzyściach karmienia naturalnego i ryzyku związanym z karmieniem mieszanką to nie to samo co niesprawiedliwa ocena i nacechowane pogardą wypowiedzi bez krzty empatii. Nie chcę, żeby pomoc laktacyjna kojarzyła się z terrorem. Jeśli wsparcie ma pomóc drugiej kobiecie (a zakładam że o to w tym chodzi, żeby pomóc?) to nie może być oceną. Powinno być odpowiedzią na jej potrzeby i powinno być dopasowane do danej sytuacji, bo różne sytuacje wymagają różnego podejścia. Wsparcie może być informacyjne, nie namawiam żeby okłamywać kobiety, z którymi się pracuje. Ale czasami diabeł tkwi w szczegółach i forma przekazania informacji jest równie ważna a może nawet ważniejsza niż treść.

Bardzo bym chciała, żeby wszystkie moje koleżanki „po fachu” – doule, doradczynie, promotorki karmienia piersią i inne osoby które spotykacie na rodzicielskiej drodze, były dla Was prawdziwym wsparciem, a nie źródłem niesprawiedliwej oceny i przykrości. Nawet jeśli informacja którą Wam przekazują jest trudna i nawet jeśli okazuje się, że można było zrobić coś inaczej, to mam nadzieję, że sposób przekazu będzie pełen szacunku i empatii, a rezultatem będzie wzmocnienie rodzicielskich kompetencji.

babies-921037_1920

Przeczytaj też

46 komentarzy

  1. Amen
    Ale na takie świadome wsparcie w publicznej służbie zdrowia przyjdzie nam poczekać całe pokoleniemoim zdaniem, bo zarówno terro-laktatorki zluzuja, a wiekowe „masuj mocno pierś zła matko” położne przejdą na emertyture.nadzeieja ze nowe pokolenie położnych z dzisiejszą wiedzą ale i taka właśnie postawa nie wypala się zbyt szybko.mam nadzieje ze moja 6m-czna córka nie będzie miała takuch kłopotów, a sobie życzę żebym mogła ja wesprzeć lub chociaż żebym wiedziała gdzie takiego wsparcia szukać, co dziś wydaje się najbardziej kłopotliwe.

  2. Małgosiu – bardzo dobry wpis. Wiem, jakiej sytuacji dotyczy. Byłam jej świadkiem. Mam nadzieję, że Twoje słowa dotrą do Twojej „koleżanki po fachu” i mam nadzieję, że się chwilę zastanowi. Zastanawiałam się wiele razy czytając jej wpisy czy mogłabym współpracować z taką specjalistką – ja nie mogłabym, wiedza może i duża na różne tematy, wielu dziewczynom już pomogła, też cały czas uczy się „swojego fachu”, tylko…. no podejście nie takie. Niektóre kobiety może i potrzebują „kubła zimnej wody na głowę”, ale chyba nie aż takiego.
    Pozdrawiam serdecznie, robisz Małgosiu dobrą robotę!

  3. Nie wiem, pod wpływem jakiego zdarzenia powstał wpis, ale przychodzi mi na myśl jeden cytat w ramach komentarza: „Za każdym razem, kiedy kogoś oceniam, odkrywam jakąś nieuleczoną cząstkę siebie.”

    Uściski, Małgosiu.

  4. Małgosiu,
    Z wielką uwagą i biciem serca przeczytałam Twój tekst i tak sobie myślę, że osoby wspierające powinny przede wszystkim pamiętać o tym, co to właściwie znaczy „wspierać”, a może czym na pewno wspieranie nie jest. Nie jest ocenianiem ani podejmowaniem decyzji za kogoś, bo nam akurat tak się wydaje. To nie MY jesteśmy ważni w tym momencie. Naszym zadaniem jest udostępnienie możliwości wyboru, dostarczenie informacji za i przeciw, a potem ewentualna pomoc w wytrwaniu przy tej decyzji, bądź jej zmianie. Chylę czoła i serdecznie pozdrawiam <3

  5. Dlaczego w szpitalach (wiem, nie wdzystkich) tak rani się kobiety po porodzie…zadaję sobie to pytanie od 11 miesięcy codziennie…

  6. Karmiłam mojego synka 15 miesięcy. Nie był to dla mnie łatwy czas. Dużo stresu i nerwów mnie to kosztowało, a spokój odzyskałam dopiero gdy mój synek zaczął jeść inne pokarmy. Jedynie dzięki mojej dużej determinacji, i przekonaniu że jest to dobre dla mojego dziecka udało mi się wytrwać te kilkanaście miesięcy. Mam też świadomość że gdyby nie takie osoby jak Pani moje nastawienie mogło by być inne, a moja przygoda z karmieniem piersią o wiele krótsza ponieważ nastawienie społeczeństwa (również rodziny!) było nie do końca przychylne mojemu nastawieniu do karmienia piersią. Sama staram się aprobować postawę koleżanek które piersią karmić nie chciały. Nie komentowałam po prostu tego. Usłyszałam już jednak od jednej z nich (jest w ciąży): ” Wiesz, chciała bym tym razem dłużej karmić piersią”. Myślę, że dobry, spokojny przykład i rzeczowe argumenty są najważniejsze w tej dyskusji, i zmianie obrazu matek karmiących na pozytywny 🙂 Pozdrawiam, i życzę spokoju choć wiem że czasami się nie da być spokojnym 🙂

  7. A według mnie (mamy butelkowej) tego typu teksty zawsze, ale to zawsze brzmią fałszywie, żeby nie wiem, jak dyplomatycznym językiem były napisane. Prawda jest taka, że syty (matka kp) głodnego (matki mm) nomen omen nie zrozumie nigdy. Takie teksty ciągle służą okazaniu litości mamom mm i są kolejną okazją do poklepania się po pleckach przez mamy kp, jakie to one są super i jak to im się świetnie udałokp.

    1. Być może masz rację, ale i tak chciałam napisać o tym jak widzę wsparcie i o tym jak bardzo trudna to sprawa. Wiesz, podobnie mogę powiedzieć że nie zrozumie mnie żadna mama która nie urodziła przez cesarkę, albo żadna, która nie ma syna.. Nie da się przeżyć wszystkiego a i tak można wspierać wiele różnych osób. Nie chcę wartościować i porównywać karmienia mlekiem odciąganym z karmieniem piersią albo karmienia butelką z karmieniem mieszanym.. itd. Na to jak odbierzesz to co napisałam nie mam wpływu, zresztą nie wszystko da się wyjaśnić na piśmie czy nawet w rozmowie, ale staram się pisać tak, żeby oddać maksymalnie to, co myślę o wspieraniu kobiet. Nie tylko w karmieniu, ale też w innych obszarach.

  8. Bardzo chciałam karmić piersią i bardzo się obawiałam tego, o czym Małgosiu piszesz: braku wsparcia. Dlatego w ciąży dużo rozmawiałam z mężem na temat karmienia, przekazywałam mu całą wiedzę, jaką mi się udało w temacie przyswoić i przede wszystkim, dzięki Ci, o kobieca intuicjo, opowiedziałam mu o swoich oczekiwaniach. Podkreślałam, że ma być moim wsparciem laktacyjnym i ma mi nie mówić nic o butelce. To było najlepsze, co mogłam zrobić. Kiedy urodziła się nasza córeczka, nie dałam rady przystawić jej sama do piersi, chociaż znałam naprawdę całą teorię. Naprawdę całą. Położne w znanym z promocji karmienia naturalnego szpitalu nie były mi w stanie za wiele pomóc. Dodatkowo miałam takie cyrki hormonalne, że historia: skurcz macicy, kołatanie serca, zawroty głowy, mroczki przed oczami. Potem było jeszcze „lepiej”, bo przyszedł nawał. Nawałnica raczej. Piersi mi chciały eksplodować, ściągałam sobie mleko tylko do odczucia ulgi, żeby nie spowodować większej nadprodukcji. Wszędzie piszą, że do uczucia ulgi odciąga się 5-10ml. Może. Ja ściągałam 50ml i wtedy było znośnie. A, nie, w zasadzie nie było znośnie, bo te kołatania serca, bla, bla, bla i rozpieranie kanalików napływającym mlekiem, które bolało bardziej, niż skurcze porodowe. Do tego oczywiście poorane brodawki, ale to był pikuś w porównaniu z rozpieraniem kanalików. Jadłam paracetamol, wyłam i karmiłam. Gdy dziecko miało 5 dni doszłam do momentu „pierdolę, nie dam rady”. Mąż widział, jak się strasznie męczę. Pomogła wizyta położnej laktacyjnej. Pokazała mi, jak mam przystawiać. I nie była to pozycja pokazywana na jakimkolwiek filmiku, blogu, znana mi z książek, tylko zupełnie inaczej. W każdym razie: dałam radę. Wyłam jeszcze 3 dni, a potem już było dobrze, hormony się uspokoiły.
    Po kilku miesiącach mąż mi powiedział, że jak na mnie patrzył, to było mu mnie tak bardzo szkoda, że już miał mi powiedzieć, żebym dała spokój, będziemy karmić butelką. Ale pamiętał, co mu mówiłam i się powstrzymał. Poszukał profesjonalistek, zadzwonił do kilku położnych, aż w końcu za kilka godzin uzyskałam pomoc. To było kilka bardzo długich godzin, dodam.
    Gdyby nie wsparcie męża, gdyby nie to, że jeszcze w ciąży rozmawialiśmy o tym, jak bardzo chcę karmić, gdyby nie to, że się ugryzł w język i nie powiedział nic o butelce, to bym nie karmiła.
    Wszystkim bym życzyła takiego wsparcia, jakie dostałam od męża. Zrobił dokładnie to, czego oczekiwałam, dokładnie to, co było trzeba.

    1. mam podobne doświadczenia, moim najlepszym wsparciem laktacyjnym jest mój mąż, który nigdy nie zaproponował butelki, a zawsze fizycznie i emocjonalnie troszczył się o mnie i o synka, zebyśmy tylko mogłi w spokoju się karmić…

  9. A ja nie do końca się z Tobą zgodzę. Wiem, o którym poście piszesz… chciałabym napisać tylko z własnego doświadczenia (osobistego i doulowego)… często widzę takie treści typu ” oczywiście mleko mamy najważniejsze, ale karmienie mm tez jest spoko i nie miej wyrzutów sumienia, dziecko na pewno będzie szczęśliwe” itd itp. Zwykle są to reklamy mleka modyfikowanego, czasem jawne, czasem zawoalowane. Myślę, że należy pisać wprost. Albo inaczej, ciesze się, że są miejsca, gdzie prawda pisana jest wprost, czasami tak, ze aż boli.

    Często też w moim doulowym doświadczeniu pojawiają się ciężarne, które mają „lekkie” podejście do KP, na zasadzie będzie co będzie, najwyżej dostanie butelke, raz czy dwa razy mu nie zaszkodzi. Jeszcze żadna z tych pań nie pokarmiła dłużej niż 3 miesiące. A te, które idą w zaparte, że butelki nie podadzą – karmią, a miały pod górkę, tak jak większość z nas (ja też miałam problemy… i to nie małe).

    Może pomyślisz o mnie źle, ale tak, uważam, że matki, które nie karmią piersią z własnej decyzji(bo wygoda, bo imprezki, bo cycki są dla kochanków) powinny mieć wyrzuty sumienia i poczucie winy. A matki, które nie mogły naprawdę karmić, bardzo dobrze wiedzą czym jest mm i raczej prawda o tym preparacie ich nie boli.

    1. Marta, trudno mi jest odpisać, bo widzę że zupełnie nie rozumiesz tego co napisałam i jednak nie powstrzymujesz się od oceniania. Ja nie mówię, że to bez znaczenia czy dziecko jest karmione mieszanką czy piersią. Ja wiem jaka jest rola żywienia w programowaniu metabolizmu, jaki ma wpływ na rozwój mowy, czy regulację apetytu. Podobnie wiem jaki wpływ na zdrowie człowieka ma sposób w jaki się urodził, i na zdrowie matki też ma wpływ sposób w jaki rodziła i w jaki karmiła dziecko lub dzieci. To jest wiedza którą można znaleźć, oczywiście że nie w reklamach jedzenia dla dzieci. Mnie też to złości, że rodzenie i żywienie dzieci to jest taki wielki rynek i że koncerny działają w sposób nieetyczny co wielu rodziców nakłania…

      1. ..do podejmowania decyzji które z punktu widzenia wiedzy naukowej nie są najlepsze dla zdrowia dziecka. Ja nie mówię że decyzje które my jako rodzice podejmujemy są nieważne, bo ważne jest tylko żeby „mam była szczęśliwa to i dziecko będzie” bo to po prostu nie jest prawda w moim przekonaniu.
        Ten wpis, który komentujesz jest o czymś innym. O tym jaka jest rola osób, które chcą się profesjonalnie zajmować WSPIERANIEM kobiet.
        Początkowo nie chciałam publikować Twojego komentarza bo uważam że to co napisałaś nie powinno wypłynąć z ust (albo klawiatury) żadnej douli. Nawet niezrzeszonej w Stowarzyszeniu, które określa standardy postępowania.
        Możesz myśleć co chcesz, ale jeśli nie umiesz powstrzymać się od oceniania decyzji kobiety z którą pracujesz to jej po prostu nie pomożesz, a raczej będziesz kolejnym „kamyczkiem” do koszyka z wyrzutami sumienia. A rola douli jest taka, żeby ten koszyczek odciążać raczej.. niezależnie od tego jakie decyzje podejmuje matka z którą pracujesz.

        1. Nie wiem jak można napisać, że kobieta JAKAKOLWIEK POWINNA mieć wyrzuty sumienia… jak trzeba bardzo gardzić drugim człowiekiem, żeby tak mu życzyć, zakładać złą wolę i tak oceniać…

      2. Marta, jestem szczerze zadziwiona Twoimi słowami, które padają z ust osoby, która nazywa siebie doulą. „Matki powinny mieć wyrzuty sumienia i poczucie winy”???? Doula wspiera KAŻDĄ decyzję kobiety i NIE OSĄDZA jej. Takie jest założenie tej profesji. Kto Ci dał prawo osądzać drugą osobę i jej wybory i decyzje? Nie wiesz, co za nimi stoi. Być może niezbyt dokładnie przeczytałaś wpis Agi Stein, który podesłałam do przeczytania.
        Jedna strona to wspieranie matek, informowanie, a druga to np. walka z producentami mm podającymi kłamstwa. Ale nie można walczyć o prawdę siejąc nienawiść i żywiąc pogardę do innych matek! Nie ma we mnie zgody na takie działanie! Przykre, że jest to Twoim udziałem 🙁

        1. Małgosiu (M.Borecka) no widzisz. Piszesz, że zawsze musimy jako doule wspierać każdą decyzję kobiety itd.
          Ja sie z tym nie mogę całkowicie zgodzić. A co jeśli w naszym odczuciu, bardzo silnym odczuciu(!), decyzja matki jest zła? Co jeśli np. mama zdecyduje, że 10 dniowy noworodek musi się wypłakiwać i ona nie będzie go brała na ręce, bo tak przeczytała w książce X. Mam powiedzieć „super, widzę, że robisz to dla dobra swojego dziecka”? Już kiedyś chciałam o to zapytać.

          (Zapewne odpowiesz mi, że powinnam ją poinformować, zachęcić, empatycznie wyjaśnić… Ale jeśli ta mama idzie w zaparte, to ja nie będę potrafiła przejść nad tym obojętnie.)

          Może jestem radykalna, ale dla mnie karmienie lub niekarmienie piersią nie jest żadną decyzją. I nie, nie będę wspierać w CELOWYM niekarmieniu piersią. Mówić tej utartej formułki „nieważne jak karmisz, na pewno jesteś super mamusią”.

          Dobrze, że jest wiele doul, różnych doul. Dla różnych kobiet – takich, które chcą być głaskane po głowie i takich, które chcą konkretnego, ukierunkowanego wsparcia.

          p.s. nie, nie powiem żadnej mamie – miej wyrzuty sumienia, jesteś beznadziejna, bo karmisz butelką. Raczej po prostu nie porusze tematu, lub poruszony obejdę tak, zeby nie powiedzieć tego beznadziejnego „tak, jesteś super mamusią, nieważne, ze dajesz mm”.

      3. ja zapytuje co dobrego wynika dla dziecka, dla matki i dla wszechswiata z tego ze matki o których uwazam ze powinny miec wyrzuty sumienia beda je miały. czy te wyrzuty poprawiaja w jakikolwiek sposób sytuacje ich, ich dzieci albo kogokolwiek czy tylko daja nam mile poczucie „sprawiedliwosci”?

        1. Ma Pani w 100% racje. Wolałabym doule z taką postawą niz szanującą kazdy moj wybor, a zwłaszcza taki ktory krzywdził by moje dziecko. Wiele matek przzedwcześnie poddających się jest masę i potykają się juz po 3 dniach bolących brodawek. Mają szalenie mało zaparcia nawet jesli otrzymują wsparcie, wiec rozzgrzeszają się i podają mm. I dzielę się tą informacją poprzez osobiste doswiadczenie aktywnej uczestniczki forum dla mam, na ktorym tylko 1/5 z 30 kobiet karmi naturalnie. Pozostałe poddały się bardzo szybko plotąc frazesy o braku mleka, jego chudości i nie najadaniu się dzieci.

  10. Małgoś, podobnie widzę potrzebę mądrego wspierania, popartego wiedzą merytoryczną dwuczęściową (tak o laktacji, jak i o udzielaniu mądrego wsparcia).
    Widzę też, że moje podejście się z czasem bardzo zmieniło… „Nigdy nie znamy całej historii.”
    Co do wzbudzania wyrzutów sumienia u kobiet, to uważam, że i tak mamy ich zawsze dużo – z różnych powodów – i nie jest to droga do zrozumienia zagadnienia czy zmiany postawy.
    Trzymam kciuki za zmiany systemowe i zmianę postawy wobec kp i wsparcia!

  11. Mi bardzo pomógł mąż, z którym rozmawiałam będąc w ciąży, że marzę o tym żeby karmić piersią. Urodziłam wcześniaczke przez cc. Oczywiście w szpitalu na oddziale noworodkowym podano córce sztuczne mleko. Nikt mnie nie zapytał czy ściągnę pokarm, czy w ogóle chcę aby córka była karmiona sztucznie. Pomijam fakt, że nie tak wyobrażałam sobie poród co mnie do teraz mierzi ale najwyraźniej tak miało być. To mój mąż wyciągnął do mnie pomocną dłoń organizując mi pomoc położnej i jednocześnie doradczyni laktacyjnej. Już na roomingu próbowała uruchomić mi laktacje. Później kilka razy odwiedziła nas w domu. Na swojej drodze spotkałam również położną, bardzo młodą mamę, która zaproponowała mi kangurowanie mojej córki. Zarówno położna jak i moja wówczas dwudobowa córka podjęły pierwszą próbę karmienia piersią. Dzięki tym czterem osobom zawdzięczam to, że za chwilę kiedy córcia się zbudzi znów będziemy się karmily. Niestety na oddziale położniczy nie mogłam liczyć na nikogo i współczuję innym kobietom, które będą miały problemy z karmieniem i nie dostaną żadnego wsparcia…

  12. Czytam Pani wpis na stone i łza cieknie mi po policzku… Jestem mamą od dwuch miesięcy. Niestety z racji bezpieczeństwa dziecka rodziłam cc. Pokarm dostałam w 4 dniu po porodzie. Curcia duża, prawie 4 kilo bez paru gramów. I oczywiście co w szpitalu …butelka… Nie zapomnę jak zaraz po spionizowaniu mnie po zabiegu dostałam dziecko z załączona do niego butelką. .. Ani pół słowa o tym czy bym nie chciała karmić piersią. ..czy może pomóc pokazać jak przystawiać. ..Eh.. Potem moje prośby o pomoc na oddziale…Niby polecony mi nasadki na brodawki, że może będzie lepiej… a tu nic. Potem walka w domu za kazdym razem pierś,potem butelka bo mało pokarmu, krzyki i płacz małej. Aż w koncu laktator poszedł w ruch… Teraz tracę pokarm bo za mało stymulacji brodawek. Mała wybrała butelkę… Ehh.. a miało być tak naturalnie, zdrowo dla dziecka. Bardzo żałuję, że u nas w Polsce jest tak słabo z ta opieką laktacyjne. Żałuję, że nie miałam szczęścia trafić na ludzi , którzy by mi pomogli 🙁 Tak jest mi przykro że mi się nie udało 🙁

  13. Cześć, czytam Cię pierwszy raz ale jestem pod wielkim wrażeniem. Poruszyłaś ważny temat. Sama mam 2 synków, których długo karmiłam piersia, młodszego 2,5 roku. Ale miałam po prostu szczęście że przy pierwszym synku załapaliśmy o co chodzi i oboje to pokochalismy:). Natomiast to na co sie napatrzyłam na porodowce…a i historie, ktore wciąż słyszę od matek jest bardzo smutne. Pomimo ogromnego nacisku na karmienie piersią, kobiety otrzymują niestety terror zamiast wsparcia. Tak jakby najlepszym sposobem nauki KP było wzbudzanie w wykonczonych porodem matkach poczucia winy, że za mało sie starają i nie chcą tego co najlepsze dla swojego dziecka…

  14. Jestem tu po raz pierwszy, ale bardzo mi się spodobał ten artykuł. Przede wszystkim dlatego, że naprawdę stara się Pani nie oceniać, a to ważne. Ja na swojej drodze nie spotkałam się bezpośrednio z osobą oceniającą mój wybór dotyczący karmienia, ale chyba miałam po prostu szczęście..
    Moja córka ma równo pół roku. Karmię ją mlekiem w proszku, pierś ssała tylko przez pierwszy tydzień, może parę dni dłużej, ale i tak od początku było to karmienie mieszane. Nie byłam gotowa na dziecko, nie byłam gotowa na takie zmiany w moim życiu. Nie nastawiałam się ani na karmienie naturalne ani sztuczne, nie nastawiałam się na nic. Rzeczywistość przerosła mnie na tyle, że nie poradziłam sobie. I nie było tak, że nie mogłam karmić, ja nie chciałam karmić! Było to dla mnie za dużo, za dużo na moją psychikę, nie umiałam, a może trochę nie chciałam całkowicie oddać się dziecku- ale czy każdy musi chcieć? Oczywiście, że zdrowie mojego dziecka jest dla mnie najważniejsze, ale nie karmienie go piersią nie oznacza, że będzie chory, nie oznacza, że go nie kocham, nie jest jednoznaczne z tym, że chcę dla niego źle! Nie podoba mi się tak ogromne „pro-piersiowe” nastawienie, bo każdy powinien mieć możliwość wyboru i to takiego, na który każdego stać i na który może sobie pozwolić psychicznie. Nic za wszelką cenę, nigdy.

  15. Czytam ten artykuł i prawie łzy kapią, jestem świeżo upieczona mama 3 dziecka i kolejny raz wyglada na to ze nie uda mi sie karmić w 100% piersiach. Baaaardzo bym chciała, ale chyba jestem jednym z nielicznych przypadków ze sie to kolejny raz nie uda. Mimo częstego przystawiania dziecka, pobudzania laktatorem, szybkiego porodu, dziecka urodzonego w terminie… Dziecko ciagle głodne, butelka poszła w ruch….nawału nigdy nie miałam, moze po prostu matka natura nie stworzyła mnie do karmienia piersią? Miałam juz z tego powodu kilka razy baby blues, ale pozostaje to chyba tylko zaakceptować:(

  16. Dziękuję za ten post. Czuję się jakby powstał dla mnie. Wydawało mi się, że po 4 latach karmienia starszej nic mnie nie wzruszy. Młodszy słabo przybieral. Wizyta u doradczyni. Waznej, utytułowanej. Jedna, druga, kolejna. I kolejne „diagnozy”-oceny jak paciorki wieszanie na mnie. I zalecenia coraz bardziej rozwalajace życie całej rodziny. Na koniec z braku efektów przerzucenie całej odpowiedzialności na mnie i wsadzenie w tramwaj do szpitala. W końcu z dna wygrzebala mnie moja położna, dając wsparcie i plik telefonów do specjalistów z ludzką twarzą. Wychodzenie z depresji i dokarmiania zajęły cztery miesiące. Więź ze starszą będę odbudować jeszcze długo. A wszystko dlatego, że znam mnóstwo wspaniałych doradczyn i nie wzięłam pod uwagę, że w tym zawodzie może latami działać osoba, której tylko wydaje się, że wie co to empatia.

  17. Jestem dwa miesiące po porodzie. W szpitalu nasłuchałam się różnych rzeczy. Tylko dwie położne znalazły czas (mam na myśli przysiedzenie z nami, rozmowę i praktyczne wskazówki) i pokazały, jak karmić, dobraly pozycje itp. Koleżanka obok, pierworódka, dzielnie walczyła o każdą kroplę, niestety dziecko odmawialo współpracy. Zadzwonił w środku nocy po polozna, przyszla. Zaczely przystawiać. Bez efektu. Diagnoza położnej: „Pani to ani mleka, ani cycka porządnego, a maly jakiś niekumaty! ” poszla. Bylam w szoku. Mnie jakos Szlo, to moje drugie dziecko. A obok, u dzielnej koleżanki, łzy, gorycz, cicha histeria, żal. Wierzcie mi, gdybym nie słyszała na własne uszy, nie uwierzylabym! Niestety -personel medyczny jest różny. Brak solidnego wsparcia. Nie można generalizowac, ale ogromna większość, szczególnie pediatrów, nie ma pojecia o laktacji. Dlatego kazda oddolna inicjatywa jest dobra. Jest jeszcze Internet, ale ciężko znalezc dobre strony, czasem informacje sie wykluczają. Dlatego potrzeba wsparcia kogoś z krwi i kości. A do Was dziewczyny mam pytanie. Bezpośrednio po karmieniu końcówka sutka jest taka bialawa, jakby miała lekki nalot. Znalazłam w jednej książce, ze to nie jest ok, w drugiej, ze to normalne. Po krótkim czasie znika i skora jest znów rozowa. Co to oznacza?

  18. Trafiłam tu przypadkowo. Bardzo ciekawy blog, cenne teksty. Widzę, że sporo tutaj doradczyń i doul. Ja karmię piersią trzeci miesiąc, to moje kolejne dziecko. To mój świadomy wybór. Niestety nie jest to dla mnie przyjemność. Kumulujące się niewyspanie, wiszenie przy piersi, uspokajanie piersią jest dla mnie bardzo męczące i mam dość. Położną mam wspaniałą, wsparcie również, technika przystawiania (podobno) prawidłowa, a i tak szarpiemy się przy piersi. Przeszkadza mi to, że chodzę w piżamie do południa, że jest mi niewygodnie (próbowałam juz chyba wszystkich pozycji, jakie wymyślono, położna pomagała i póki była, było ok) że nie mam kiedy zjeść posiłków, umyć się spokojnie, że nie mam kiedy zająć się starszym dzieckiem, że ono mnie prosi, abym się pobawiła, a ja karmię, karmię, karmię i staram się robić wszystko, żeby nie wzbudzać w starszym dziecku poczucia, że młodsze zabiera mu mamę. Ale dzieci nie są głupie. Przy karmieniu piersią trzymają mnie tylko twarde fakty: Zdrowie malucha, odporność, komórki macierzyste itp. Słyszałam od wielu kobiet, że to wygodne, że z butlą więcej ambarasu. Uważam, ze nie. Z butlą łatwiej. Może łatwiej piersią podczas wyjścia z domu. Dla mnie to męczące. Wyznaczam sobie krótkoterminowe cele: Karmić do Gwiazdki, do Nowego Roku, do ferii, do końca ferii. I już wariuję. Co nakarmię i odłożę, to się obudzi. Nie każda mama kocha karmienie piersią. Jestem jego absolutną zwolenniczką, teorię przystawiania znam na pamięć, a praktyka najwidoczniej leży, bo chyba byloby mi wygodnie, jakbym robila wszystko dobrze? Nie wiem. Plan minimum to pól roku. Plan maksimum, to powrót do pracy i zostawienie karmień chociaż wieczorem. Czy mam wyrzuty sumienia? Oczywiście! Ganię się za to, że tak naturalna rzecz, a mi przeszkadza, męczy, nie daje satysfakcji. To jakbym źle czuła się z oddychaniem. Tak to widzę. Dlatego czytam, chłonę wiedzę, oglądam zdjęcia mam karmiących, zeby się mobilizować. Ale jest ciężko. Zazdroszczę tym mamom, które czują karmienie piersią. Do mnie to ciągła walka. Ze sobą i z moim kochanym dzieciątkiem. To bardzo boli. Więc nie oceniajcie, zostawcie ocenę dla siebie, bo tak jak już tu napisano- nie znacie całej historii, motywów. Każdej mamie karmiącej i sobie życzę, aby odkryła piękno karmienia piersią.

  19. Myślę, że to właściwe miejsce, żeby o tym napisać.

    Kilka dni temu na stronie CNoL pojawiła się procedura zgłaszania skargi na doradcę laktacyjnego.

    Cenne, zwłaszcza, że zgłaszanie skarg na doradców międzynarodowych wg międzynarodowej procedury wymaga pisania skargi po angielsku i wysyłania do Waszyngtonu. Jeśli nie językowo, to albo kosztowo, albo czasowo dla większości z nas to niedostępne. A krajowe rozwiązanie pojawiło się dopiero co.

    1. Ania, pierwsze 3 mce to czas rozbujania laktacji. Dlatego dziecko tak wisi na piersi, dlatego nie jest łatwo i butelka wydaje się łatwiejszym rozwiązaniem. Ale! Każdy kolejny miesiąc jest łatwiejszy i wkrótce poczujesz, że to wygodniejsze. A po 6 mcu dziecko je inne rzeczy i nawet można wyjść na kilka godzin hihi 😉 jest taki wykres w internecie który pokazuje że kp.jest trudne na początku ale potem duuuużo łatwiejsze niż butelka. To przemawia!

  20. Witaj. Bardzo mądrze to odpisałaś, nie wolno oceniać, gdyż każda matka robi to co uważa za najlepsze dla dziecka..
    Karmie już 14 miesięcy, fakt teraz już tylko wieczorem i w nocy ale jednak. Od początku nie miałam problemu z mlekiem, było go aż za dużo. U nas problemem jest alergia. Od maja jestem na diecie eliminacyjnej. Juz wiele razy słyszałam, że powinnam przejść ba butle. Do dziś nie zapomnę jak pewna osoba powiedziała mi, że robię krzywdę swojemu dziecku karmiac go piersią… Te wyrzuty kiedy mały dostawał wysypki a ja nie wiedziałam od czego…momenty kiedy jadłam sam ryż i brokuły… I później kiedy zaczęło się parcie na rozszerzenie diety a ja nie wiedziałam już co podać by mały nie zareagował uczuleniem… Wsparcie jedt bardzo potrzebne niezależnie od decyzji jaka matka podejmie. Napewno żadna nie chce skrzywdzić dziecka.

  21. Gdyby było więcej takich Pań jak P.Jackowska, byłoby też o wiele więcej szczęśliwych, niezdolowanych mam :)Wspaniały wpis, w końcu ktoś stara się traktować po prostu uczciwie również matki które karmią mm. Niestety widzę że nie wszystkie Panie komentujace rozumieją o co chodzi. Ja zrezygnowałam świadomie z kp po miesiącu niestety nie dlatego że akurat taki miałam humor. do dzisiaj cierpię, bo dręczą mnie wyrzuty sumienia ze może jednak istniał jakiś sposób żeby to kp uratować. Moja depresję pogłębiają wszystkie fanatyczki kp od których słyszę ze ” widocznie się nie staralas” „ja też miałam ciężko ale ja umiem walczyć” – no pewnie Drogie Panie bo ja się nie starałam i nie walczyłam. Nie można pod płaszczykiem walki o prawdę kopać leżącego. To nie jest pomoc. Pomoc prawdziwa to taka o której pisze P. Małgosia!

  22. Właśnie! Rodziłam 30 godz. Bylam wymeczona i przerazona. Nie mialam pokarmu, bolaly mnie piersi. Przez 3 dni moje dziecko prawie nic nie jadlo, ssalo piers bezskutecznie, po czym zasypialo. Zero placzu z powodu glodu. Po tych 3 dniach maly spadl o 350 g i dostał goraczki. Dopiero wtedy zaintersowano się mna. Kazano mi odciagac mleko, a pozneij przystawiac do piersi wraz z nakladka ( brodawki to byla jedna wielka rana). Z dnia na dzien bylo ciut lepiej, ale ilosci byly niewystarczajace. Walczylam ponad 2 tyg, przystawialam, odciagalam, dokarmialam mm. Rodzilam we Francji, bariera jezkowa, stres zrobily swoje. Ten czas wspominam bardzo zle i nikt nie byl w stanie mi pomoc, nawet ja sama. Moj nawal trwal 12 godz i skonczyl sie zapalniem piersi.W pewnym momencie zmeczona i zrezygnowana odpuscilam. Czulam sie jak matka 2 kategorii, ta zła, której w oczach innych nie chcialo sie karmic piersia. Czulam sie okropnie i w sumie do tej pory zostal mi jakis moralniak. Kiedy siegalam w sklepie po puszke mleka, trzesła mi sie reka. Strach, zal i wyrzuty sumienia. Może gdybym miala jakies wsparcie i pelny spokoj, byloby inaczej i karmilabym przynajmniej 6 miesiecy, jak to sobie zalozylam.

    1. Ja też się podpisuję pod ostatnimi komentarzami. I uważam, że matki kp nigdy nie zrozumieją do końca matek mm. Pamiętam jak byłam w ciąży to moim marzeniem było żeby maleństwo było karmione piersią. Gdy przyszedł poród – okazało się, że musi być cc. Pierwszej nocy zabral mi dziecko bo jak powiedziała położna:”a jest Pani pewna, że da dobie SAMA radę? ” i wszystko poszło jak z górki. W boju wyszło, że mały dostał pierwszej nocy mm. Ja miałam za mało pokarmu i ciągłe naciskanie żeby go dokarmiać. 3 miesiące ciągłej walki o chociaż 10ml. Dziś jesteśmy niestety tylko na mm. I czuje się jak matka wyrodna, zła i niegodna swojego dziecka, jak matka 2 kategorii bo pomimo, iż szukałam wsparcia i pomocy to nie otrzymałam nic z tego. A może mogło być inaczej. .

  23. Pięknie napisane <3 Zanim byłam w ciąży myślałam, że dziecko karmi się piersią tyle ile mówią lekarze, że trzeba, czyli do 6 miesiąca, bo (wiadomo) potem mleko jest bezwartościowe 🙂 I to było jakieś 3 lata temu. Teraz świadomość na temat kp jest znacznie większa i jest ono promowane 🙂 Ale fakt… dużo jest jeszcze do zrobienia. A mamy które są nie-kp też potrzebują wsparcia, bo mam wrażenie, że największy problem jest z tym, że wmawia im się, że nie mają mleka, albo, że mleko jest słabe i to naprawdę zostaje z tyłu głowy… moje 3 koleżanki są nie-kp i wszystkie powtarzają dokładnie to samo, nie miałam mleka… musiałam… dziecko płakało… po mm dziecko się uspokoiło/spało. Czasem to jest też kwestia zmęczenia i kobietom nie chce się "walczyć" o kp, mm jest po prostu wygodniejsze (jedna koleżanka, która miała zalecane od doradcy laktacyjnego odciąganie pokarmu laktatorem kilka razy, również w nocy, robiła to przez 1 dzień i dała sobie spokój). Łatwo jest zalecić – proszę 7 razy dziennie… ale potem matka zostaje z tym sama :/
    PS my się karmimy już 7 miesięcy i postaramy się jak najdłużej 🙂
    PS 2 ja chciałam podać mm w 2 dobie życia dziecka 🙂 potem ok 4 tyg załamywaliśmy ręce i stwierdziliśmy z męże, że jak to ma tak wyglądać to chyba zrezygnujemy z kp… ale szczęśliwie daliśmy sobie jeszcze kilka dni 🙂
    PS 3 Też kiedyś myślałam, że karmienie dwu- trzylatka to jakaś abstrakcja, a teraz wcale mi się tak nie wydaje. Przecież to wciąż malutkie dziecko 🙂
    PS 4 szanuje mamy, które dla wygody mówią, że wybrały mm (w końcu to jest ich świadoma decyzja, mogłam, nie chciałam). Ale mam mieszane uczucia do tych, które zasłaniają się barakiem mleka :/ jedna z moich koleżanek mówi: "zrobiłabym wszystko dla swojego dziecka". Ale po 1 dniu odciągania pokarmu laktatorem poddała się, bo prawie nic nie leciało, była bardzo zmęczona, a dziecko płakało… Dlatego WSPARCIE (nie terror) na każdym froncie jest potrzebne! <3

  24. Witam. Córcię karmię szczęśliwie już 7mcy. W ciąży nie myślałam o kp wiele i nie wiedzialam jak to będzie. Poród przez cc ze względu na miednicowe ulozenie Małej. Mleko od razu płyneło, niestety dziecko w ogóle nie bylo w stanie ssać. Nie umuałam jej przystawić. Położna laktacyjna w szpitalu kazala karmić spod pachy ze względu na duże piersi i kupić nakładki. Na tym skończyła się pomoc. Inna położna w środku nocy na siłę zgniotla mi brodawkę i próbowała wcisnąć dziecku do buzi. Skończylo się płaczem dziecka i burą dla mnie za to, ze nie hartowałam brodawek! Gdyby nie pomoc męża i wiedza czerpana z internetu nie karmiła bym. Mleko się lało, my płakałyśmy… Na szczęście udało się. W otoczeniu jest kilka mam dzieci w podobnym wieku i tylko ja karmię. Smutne jest to, że w dobie powszechnego dostępu do wiedzy kobiety tej wiedzy nie szukają. Łzy staneły mi w oczach kiedy znajoma powiedziała, ze nue karmi bo zrobił jej się zastój i jej własna matka zabronila jej karmić. Z jednej strony terror z drugiej ignorancja. Jednak każdy ma prawo do wyboru i ocenianie nie do nas należy. Ważne żeby nasze dzieci nie były głodne, rosły i rozwijaly się zdrowo.

  25. bardzo dobry tekst. sama na poczatku nie chcialam karmic piersia. przekonaly mnie wzgledy…ekonomiczne 🙂 a pozniej czytalam coraz wiecej o zaletach karmienia piersia. i postanowilam karmic -bo przeciez jesli sie naprawde chce to mozna. niestety moja ciaza i porod nie przebiegly tak, jak sobie to wymarzylam. corke po raz pierwszy wzielam w ramiona po 3 tygodniach, a przystawilam do piersi po miesiacu i kilku dniach. wczesniej pracowalam wytrwale z laktatorem – do dzisiaj nie jest to moj najlepszy przyjaciel. sciagalam po 20-30 ml mleka, ale nigdy sie nie poddalam. dzisiaj corka ma niecale 7 miesiecy – wlasnie wrocilysmy ze szpitala, gdzie znowu na tydzien musialam zawiesic karmienie piersia na rzecz laktatora. nie jest to latwy czas – czuje jakbym musiala troche zaczynac od nowa, ale po raz kolejny – nie poddam sie.
    nie zgadzam sie na kilka rzeczy: ocenianie kobiet, ktore z jakichs powodow nie chca karmic piersia.
    na demotywowanie tych, ktore probuja karmic piersia, ale maja pod gorke.
    najbardziej jednak nie zgadzam sie na to, by kobiety ktore nie chcialy karmic piersia, zaslanialy sie tym, ze nie mogly, a o tych karmiacych piersia mowily, ze to tylko kwestia szczescia.

  26. Witam serdecznie wszystkie mamy !

    Ja tez dodam coś od siebie, jeśli można. Karmienie piersią, niby taka naturalna rzecz, noworodek szuka piersi, wie że tam jest pyszne mleko, a jednak nie umie się dossać, złapać piersi. Dla mnie jako pierworódki, był to szok,że tak jest! Myślałam, że tak to jest wszystko stworzone, że dzieje się z automatu, a tu proszę problem. W szpitalu przez dwie doby dawali sztuczne mleko, a ja ani razu nie nakarmiłam maleństwa swoim mlekiem. Mówili dostawiać dziecko i się uda. Po powrocie do domu dalej próbowałam, a tu lipa, (obolała po porodzie jak każda matka),piersi już twarde a maleństwo, głodne i płacze. W akcie desperacji powiedziałam mężowi żeby pojechał po mleko do apteki, moja mama pojechała razem z nim. Wrócili i przywieźli wybawienie- nakładki. Mądra pani w aptece powiedziała, że dziecko z głodu nie umrze i żeby spróbować nakładek a w ostatecznosci dać mleko sztuczne. Ku mojej niewymownej radości, maleństwo od razu załapało i zaczęło jeść! teraz ma skończone 7 miesięcy i dalej je z nakładka, probowalam ściągać nakładkę ale nic z tego nie wyszło. Tak czy owak jestem wdzięczna za wynalezienie tego jakże szalonego i niepozornego wynalazku 😉 jedna rzecz moim zdaniem jest ważna, trzeba próbować wszystkich możliwości dostępnych na rynku, jeśli kobieta ma problem z karmieniem. Pozdrawiam serdecznie wszystkie mamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *